Unikam jak ognia martyrologii – wywiad z Elizą Sarnacką-Mahoney – amerykanistką, publicystką i pisarką oraz wspaniałą matką dwóch dwujęzycznych córek cz.2

Woman and young girl embracing outdoors smiling

Zapraszam Was na drugą część wywiadu z Elizą Sarnacką-Mahoney.

Czy zachowania językowe córek zależą lub zależały od miejsca i osób obecnych przy rozmowie? (np. w domu, wśród polsko/anglojęzycznych koleżanek)

Dzieci nigdy nie wstydziły się używać języka polskiego, może dlatego, że w sytuacji, gdy byliśmy w towarzystwie osób anglojęzycznych nic nie wiedzących o ich dwujęzyczności, od razu śpieszyłam z wyjaśnieniem, że takie mamy „ustawienia rodzinne”, we trzy mówimy między sobą po polsku, zawsze i wszędzie, ale na życzenie możemy zawsze wszystko przetłumaczyć. Nie krępowały się także używać polskiego przy zupełnie obcych osobach władających polskim, raczej na odwrót, mówiły wtedy dużo, jak to dzieci zainteresowane gośćmi. Nigdy nie było problemu z tym, że mówiły do siebie po polsku w obecności anglojęzycznych koleżanek. Przyjaciółki i jednej, i drugiej są zresztą dobrze zorientowane w naszych językowych praktykach i nawet nie zwracają już na ten fakt uwagi. Skrępowanie i niepewność zauważyłam jednak przy kontaktach z innymi dziećmi polskojęzycznymi. Mniejsze, gdy są to dzieci z Polski – np. w odwiedzinach u rodziny z USA, lub w Polsce. Większe, gdy jest to grono dzieci polonijnych. Pytałam je o to i twierdzą, że to dlatego, iż nigdy nie wiadomo, czy inne dzieci posługują się polskim swobodnie czy nie, a jeśli nie, żeby nie było, że one się czymkolwiek chwalą. Gdy jednak pierwsze lody zostaną przełamane, i z jednej, i z drugiej strony, nie ma problemu z używaniem polskiego. Ale – uwaga! – otwieram puszkę Pandory! Okazuje się, że negatywne postawy wobec polskiego dzieci mogą przynosić ze szkoły – i to nie amerykańskiej, a naszej, polonijnej! Przyczyny, dla których dwujęzyczne dzieci, zwłaszcza te starsze buntują się przeciwko językowi rodziców może być całe mnóstwo.  To temat przede wszystkim dla psychologa. Życie społeczne i towarzyskie w szkole kieruje się niestety pewnymi prawidłami, w tym wpływem, jaki na nasze dzieci wywierają inne dzieci. Możemy robić wszystko tak jak trzeba, a dziecko nagle i tak zacznie testować naszą cierpliwość, powtarzać przykre rzeczy o języku polskim zasłyszane od kolegów i koleżanek. Presja grupy rówieśniczej to jest coś, co egzystuje ponad językami i obyczajami. Nie znam tego z autopsji, ale mam kuzynkę, która zwierzyła mi się kiedyś, że syn chętnie uczył się polskiego i po polsku rozmawiał, dopóki nie poszedł do sobotniej polskiej szkoły… Czy jest na to rada?  Myślę, że trzeba trzymać rękę na pulsie i w miarę możliwości rozmawiać z dzieckiem o tym, jakie są prawdziwe przyczyny, dla których nie chce, wstydzi się, odmawia mówić po polsku. Jeśli okaże się, że faktycznie mamy do czynienia z postawami prezentowanymi przez inne polonijne dzieci ze szkoły, wówczas pewnie warto poszerzyć akcję o włączenie do sprawy nauczycieli i innych rodziców. Może dzieci buntują się, bo uważają zajęcia w polskiej szkole za nudne? Może wymagamy od nich za wiele za szybko? Zwłaszcza polska historia, którą naturalnie przerabiamy z dziećmi w polonijnych szkołach? Uczę dzieci historii sama w domu i widzę, na co i jak reagują. Np. historia zaborów i to, co się z nią wiąże: spiski, zrywy narodowe, postawy patriotyczne, Wielka Emigracja i jej literatura, a to wszystko na tle XIX-to wiecznych trendów społecznych i literackich w całej Europie.  Gdy dzieci zaczynają marudzić, modyfikuję lekcje pod ich zainteresowania. Np. unikam jak ognia martyrologii.  Ze starszą córką rozmawiałam o powstaniu warszawskim, lecz zamiast tłumaczyć je zawiłości ówczesnych kalkulacji politycznych i oczekiwań, przerobiłyśmy fakty, kazałam jej samej zastanowić się, czy będąc na pozycji dowódców powstania zdecydowała się na walkę czy nie. Nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, bo dziecko wychowywane w całkiem innym duchu, np. w Ameryce gdzie panuje kult radzenia sobie w życiu i optymizmu, może się czuć na lekcjach polskiej historii przesiąkniętej martyrologią jak kosmita. W szkole, gdzie słucha cała klasa, takie modyfikacje są trudniejsze.  Niestety, nuda w połączeniu z niezrozumieniem jest największym wrogiem każdej nauki, także nauki języka. To są kluczowe problemy i zagadnienia, każdej szkoły.

Jak fakt, że córki używają między sobą polskiego wpływa, twoim zdaniem, na ich relacje?

Są ze sobą bardzo związane, a to, że swobodnie posługują się polskim daje im chyba poczucie jeszcze większej wyjątkowości tej więzi. Uważają polski za swój „język siostrzany”, powtarzają, że używanie między sobą angielskiego byłoby „nienaturalne”, „dziwne” – to są ich własne słowa. Przyznam się, że siedzę cicho, choć to wielce niedydaktyczne, gdy zdarza mi się podsłuchać, jak cieszą się czasem perfidnie, że mogą powiedzieć, co im się żywnie podoba, a nikt ich nie zrozumie. Przez jakiś okres, dopóki mąż nie podciągnął swojego polskiego, usiłowały go przechytrzać i rzucać komentarze, o których wiedziały, że go zdenerwują. Lata życia pod jednym dachem z trójką gadatliwych kobiet zrobiły jednak swoje. Mąż nabrał umiejętności językowych przez osmozę, dzisiaj już wszystko rozumie.  Córki jawnie nad tym ubolewają.

Czy myślisz, że wasze relacje językowe wpływają na relacje emocjonalne na linii matka-córka?

Zastanawiam się i to wcale nierzadko, jak wyglądałoby moje życie, gdyby dzieci nie mówiły po polsku. Mam dwie bliskie znajome, obie emigrantki z Polski, i obie z córkami, z którymi porozumiewają się w większości po angielsku. Były próby nauki polskiego we wcześniejszym dzieciństwie, ale, jak same mówią, nie miały wystarczającej motywacji i nie były gotowe poświęcić sprawie tyle uwagi, ile trzeba. Tak się składa, że jedna z nich jest psychologiem dziecięcym i zawsze przypomina mi się, co kiedyś powiedziała: nieważne, w jakim języku mówisz do dziecka, najważniejsze jest to, czy jest to ten sam język i czy się rozumiecie. Dla mnie język, w jakim mówię do córek jest bardzo ważny, ale zgadzam się, że najważniejsze jest to, co leży poza językiem. Gdyby któraś z córek (lub obie) nagle przyszły i oświadczyły, że koniec z polskim, a na dokładkę, gdyby jeszcze przedłożyły przekonujące argumenty tej decyzji uszanowałabym ją. Byłoby mi przykro, to pewne, ale nie kochałabym ich za to mniej. Z czasem angielski pewnie stałby się tak samo naturalny w naszych kontaktach jak teraz polski.  Smutna lub radosna, zależy, w jaki sposób na to patrzymy, prawda o językach jest taka, że ich używanie to w dużej mierze kwestia przyzwyczajenia. Moje córki pierwsze powiedzą, że mówią ze sobą po polsku, bo tak się przyzwyczaiły.

Jak pracować nad utrzymaniem polskiego jako rodzina? Jaka była rola twojego męża?

Doświadczenie podpowiada mi, że sukces w dwujęzycznym wychowaniu osiąga się trzema drogami: konsekwencją w jego używaniu w kontaktach z dzieckiem, odpowiednią ilością praktyki oraz psychologią. W tej ostatniej chodzi o dostosowanie sposobu nauki, a także prezentacji języka i kultury polskiej w sposób jak najbardziej dziecku przyjazny i atrakcyjny. Jeśli dziecko się „zbuntowało” po pierwsze powinniśmy znaleźć źródło buntu. Jeśli chodzi o wpływy kolegów lub koleżanki cóż, od tego jesteśmy rodzicami, żeby interweniować. Współdziałajmy z innymi rodzicami, z nauczycielami, rozmawiajmy z innymi dziećmi. Może polonijny kolega lub koleżanka naszych dzieci buntuje się i zarzeka, że polski nie jest mu do niczego potrzebny, bo rodzice, choć posyłają je do polskiej szkoły, nie szanują ani polskiego, ani Polski, a w rozmowach o starej ojczyźnie tylko na nią narzekają, bezwiednie naznaczając swoim negatywizmem dziecko. To sprzeczne z logiką, by wymagać od kogoś jakiejś umiejętności, podczas gdy my sami robimy wszystko, by pokazać, że ta umiejętność jest nam niepotrzebna. Jeśli zależy nam na polskim u naszych dzieci, trzeba też działać w szerszym towarzystwie. Niezawodne jest zawsze zapraszanie polskich kolegów czy koleżanek dzieci do domu. Nasze dzieci czują się wtedy mniej skrępowane, bo są u siebie, podczas gdy gość skłonny jest powiedzieć nam więcej o sobie, właśnie dlatego, że jest gościem, czuje się zobowiązany do odpowiedzi. My tymczasem możemy mu przedstawić nasze opnie i stosunek do języka polskiego oraz Polski. O ile mądrze zaaranżujemy takie spotkanie, mamy duże pole do popisu. Wiadomo, że dzieci o wiele chętniej słuchają innych dorosłych niż swoich rodziców. Do takiej akcji jak najbardziej należy włączyć męża, ja mojego zawsze włączałam. To, co mówił o języku polskim, lub fakt, że starał się sam mówić po polsku działało na polonijnych znajomych moich dzieci bardzo pozytywnie. Wreszcie, myślę, że warto przedstawiać dziecku naukę polskiego w kategoriach rozwojowych.  Nikt już na szczęście nie kwestionuje dziś tezy, że dwujęzyczność pomaga w nauce, wpływa na obszary mózgu odpowiedzialne za kreatywność i ułatwia przyswajanie każdego kolejnego języka. Być człowiekiem dwujęzycznym to brzmi dumnie.

Jakie miałabyś rady dla rodziców dzieci młodszych?

Już wspominałam, że nie mam wątpliwości, iż nasz językowy układ powiódł się dlatego, że interweniowała bardzo wcześnie. Gdy urodziła się młodsza, starsza miała 5 latek i zachęcałam ją by mówiła do siostry tak jak mówi do mnie. To jednocześnie były jej wakacje przed zerówką i właśnie zaczynała powolutku czytać. Dawałam jej więc jej do ręki książeczkę – oczywiście po polsku — i prosiłam, by zabawiała siostrę noworodka lekturą na głos. Czuła się z tego powodu bardzo wyróżniona i szczęśliwa, dawałam jej za to nagrody. Biję się w piersi, pewnie zdarzyło mi się powiedzieć, że musi do siostry mówić po polsku, bo mała inaczej jej nie zrozumie! Pewnie powtórzyłam to nie raz, w dodatku w parze z jakąś twórczą tezą, dlaczego tata mówi do młodszej po angielsku i o żadnym niezrozumieniu nie ma mowy. Ale czuję się z tego kłamstwa całkowicie rozgrzeszona. Przez kilka pierwszych lat czytałam im obu te same książki po polsku. Robiłyśmy wspólnie teatrzyki, domowe konkursy, np. na śmieszne opowiadania. Na początku „prowadziłam” starszą przez zabawy z młodszą, by podpowiedzieć jej jak niektóre rzeczy nazywać, bo w kontekście kontaktu z innymi dziećmi znała niektóre gry i zabawy wyłącznie po angielsku. Konsekwentnie zawsze mówiłam do obu tylko po polsku, więc w czasie, gdy polski był u młodszej córki dominujący, starsza niejako nie miała wyboru, musiała posługiwać się polskim, jeśli chciała ( a przecież chciała jak każde dziecko) uczestniczyć w domowym życiu. Pewnie, że zdarzały się sytuacje, że angielskojęzyczne koleżanki pytały, dlaczego moje córki, skoro jest grupa i zabawa odbywa się po angielsku, mówią między sobą po polsku. Przychodziły do mnie z tym pytaniem. Radziłam, by odpowiadały, że to jest nasza wewnętrzna rodzinna sprawa, każda rodzina ma swoje tradycje i rytuały, i to jest jeden z naszych. A przy tym, że w ten sposób ćwiczą swoje umysły, bo dwujęzyczność pomaga ich mózgom lepiej się rozwijać.  Efekt często był taki, że koleżanki prosiły, by córki nauczyły je czegoś po polsku!

Dziękuję, Elizo za Twój czas i chęć podzielenia się Twoimi doświadczeniami w dwujęzycznym wychowaniu.

Część pierwsza wywiadu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 komentarze “Unikam jak ognia martyrologii – wywiad z Elizą Sarnacką-Mahoney – amerykanistką, publicystką i pisarką oraz wspaniałą matką dwóch dwujęzycznych córek cz.2”

Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies. Dowiedz się więcej.