Językowa historia Talkusi część trzecia – rozmowy o szkole – niepłynność a mieszanie języków 18


 

Zależność niepłynność mówienia a mieszanie języków jest następująca: im bardziej mieszane wypowiedzi osoby dwujęzycznej, tym bardziej płynne. Wysiłek potrzebny do pozostania w granicach jednego języka i uniknięcia mieszania może czasem powodować objawy niepłynności, które nie mają żadnych cech patologii.

W poprzednim odcinku tego cyklu pisałam o niepłynności u osób dwujęzycznych: Językowa historia Talkusi część druga. U Talkusi rozwojowa niepłynność mówienia sama stopniowo ustąpiła i na szczęście nie przekształciła się w jąkanie. Ale są takie sytuacje, w których wypowiedzi Talkusi są wciąż niepłynne, ale ta niepłynność ma tu już inny charakter. Mieszanie rzadko u niej występuje i dlatego obserwujemy niepłynność. Prawie wyłącznie dotyczy to rozmów, w których córeczka opowiada mi o tym, co wydarzyło się w szkole. Kiedy po polsku próbuje wyrazić to, co często bardzo intensywnie przeżyła po angielsku, stara się uniknąć mieszania i jej mowa staje się niepłynna, przerywana pauzami. Jeszcze parę lat temu było to dla niej tak frustrujące, że często kończyło się płaczem. Jakże łatwo było wtedy nam przestawić się na angielski i szybko rozwiązać te problemy! Ale zamiast tego wybrałyśmy trudniejszą drogę i pozostałyśmy przy języku polskim.

Biorę wtedy Talkusię na kolana, aby czuła moją bliskość i to, że całą sobą cierpliwie jej słucham. W momentach, gdy nasuwają jej się same angielskie wyrazy i słyszę “no…ta rzecz”, “no…to, czym się pisze”, “ten długopis glitterowy” lub wręcz “glitter pen”, jestem wyrozumiała i po prostu z uśmiechem podpowiadam polski wyraz “długopis brokatowy”. Nawet nie proszę o powtórzenie go, aby nie zaburzać toku rozmowy. Czasem Talkusia po cichutku powie mi, to co ma na myśli po angielsku, a następnie z moją pomocą opowiada całość po polsku. Najważniejsze to podtrzymywać dialog 🙂

Rozmowy takie zwykle odkładamy na wieczór, gdyż prosto po powrocie ze szkoły Talkusia jest jeszcze w “fazie” angielskiej. Daje jej to czas na powrót do myślenia po polsku, a informacjom o dniu w szkole do “ułożenia” się w jej mózgu. Opowiadanie o szkole idzie nam znacznie lepiej tuż przed snem po skończonej lekturze, kiedy obie jesteśmy zrelaksowane.
O tej samej porze rozmawiam o szkole z Pyniem. Jest w taki samym stopniu dwujęzyczny, jak Talkusia i relacjonując swoje szkolne przeżycia napotyka na takie same trudności jak siostra. Cisną mu się na usta angielskie wyrazy, a dodatkowo wiele szkolnych zjawisk czy przedmiotów potrafi określić wyłącznie po angielsku. Ale charakter Pynia różni się od charakteru Talkusi i dlatego też inaczej radzi on sobie z tymi trudnościami. Nie denerwuje się, nie męczy pamięci poszukując polskich wyrazów, tylko “wali” po angielsku. Dzięki temu jego wypowiedzi są płynne, choć przez to czasem bardziej mieszane. I tak słyszę:
– Na playtime pilnuje nas dinner lady.
Ja, zamiast poprawiać, modeluję poprawną wypowiedź i zadaję pytania prowokując użycie nowych polskich wyrazów:
– Aha, na przerwie pilnuje was pani obiadowa. A co się robi na przerwie?
– Na przerwie się biega i bawi.
– Chyba lubisz przerwy. A jak wygląda pani obiadowa? itd.
Sytuacje tego typu są całkowicie normalne u osób dwujęzycznych, a związane są z posiadaniem przez nie dwóch w pewnych sytuacjach konkurujących ze sobą systemów językowych. W mózgach tych osób na każdy obiekt czy pojęcie przypada dwa wyrazy. Kiedyś czytałam szczerą wypowiedź pewnej dorosłej osoby dwujęzycznej, która opisywała, jak trudno jest jej czasem pozostać w granicach jednego języka. Porównywała ona swoje języki do dwóch kranów. Najłatwiej jej byłoby wypowiadać się w obu językach jednocześnie, czyli naraz otworzyć obydwa krany. W pewnych społecznościach taki sposób mówienia jest akceptowany, jak na przykład wśród amerykańskich imigrantów z Puerto Rico, gdzie powszechne jest mieszanie angielskiego z hiszpańskim.
Czy Wasze dzieci też mają czasem kłopoty z odseparowaniem swoich języków? Jak im w tym pomagacie? Obserwujecie mieszanie języków czy niepłynność? Czekam na Wasze komentarze.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

18 thoughts on “Językowa historia Talkusi część trzecia – rozmowy o szkole – niepłynność a mieszanie języków

  • aniukowe pisadło

    Jakbym o nas czytała tylko odwrotnie, Janek to to twoja córka, Kasia to syn. Robię to samo co ty i jakoś działa ale muszę przyznać, że z Jasiem gorzej ale to chyba właśnie z powodu charakteru. Jest mu smutno i przykro a często po prostu się wkurza, że nie zna słów a kilka razy doszło do ekstremalnych sytuacji kiedy powiedział: “aaa nie ważne, powiem tacie jak przyjdzie.” Raz dałam spokój bo był konkretnie wkurzony a za drugim razem usiadłam i powolutku, powolutku wygadał się. Trzeba jednak przyznać że czasami waga wiadomości lub komfort psychiczny dziecka jest dla mnie ważniejszy niż język polski i po prostu jak zaczyna po angielsku, tak kończy.

    A ja mam inne pytanie…jeśli dziecko wbiega do kuchni i z rozpędu zaczyna: “Mom, do you think…” Co robić w tej właśnie sekundzie? Zatrzymujecie dziecko i prosicie o polski? Jeśli tak to gestem czy słowem? Czy czekacie jak dokończy zdanie a wy: “można to samo powiedzieć po polsku?” U mnie często tak bywa bo mimo, że dzieci ze mną mają mówić po polsku często zaczynają po ang, ja robię “oczy” i zmieniają język – czasami to wystarczy a czasami właśnie nie i nie wiem co dalej.

    A najbardziej podobało mi się porównanie z kranem.

    Buziaki,

    Ania

    • Aneta Nott-Bower

      Aniu, dziękuję za tak wiele do bloga wnoszący komentarz. To bardzo delikatny temat. Bo jak tu zwrócić uwagę, by dziecka do polskiego, czy wręcz do mówienia do nas w ogóle nie zniechęcić? Ja z takimi sytuacjami obchodzę się jak z jajkiem i jestem zdania, że czasem im mniej słów tym lepiej. U nas do tej pory działa parafrazowanie po polsku wypowiedzi dziecka po zakończonej przez nie wypowiedzi i nawet nie muszą już tego powtarzać, a dalsza rozmowa już sama toczy się po polsku. Albo zastosować jakiś niewerbalny znak, jak Twoje duże oczy lub np. flagę i w takiej sytuacji na nią wskazać jako sygnał do zmiany języka, może mama z polską flagą na czole? hm… jak myślisz 😉 Wskazywanie bez słów ma dużą moc, lepszą niż powtarzanie się, kiedy dziecko nas po prostu wyłącza. Ja u dzieci w pokojach ze znaczącą miną wskazuję na bałagan na podłodze zamiast przypominać im bez końca, że mają posprzątać. Wolę to od tego, co dawniej robiłam: nag, nag, nag.

    • Aniukowe Pisadło

      Czytałaś “How to talk so kids will listen…” czy sama taka mądra jesteś. Ja też głównie niewerbalnie bo samą mnie mój własny głos marudzący denerwuje albo…”widzę ubranie na podłodze” – u nas działa. A z tą flagą na głowie – bardzo fajny pomysł! Albo polskiego orła w koronie a koronę na głowę! Dziękuję ci bardzo!

    • Sylaba

      Aniu, mnie nie pytałaś, ale znam “How to Talk So Kids Will Listen…” 😉 Kojarzę, o czym piszesz… I przeżywam te same rozterki, co Ty i zgadzam się, że “Trzeba jednak przyznać że czasami waga wiadomości lub komfort psychiczny dziecka jest dla mnie ważniejszy niż język polski i po prostu jak zaczyna po angielsku, tak kończy.”

      Uderzyłaś w samo sedno!

      Był moment w kontaktach z córką (kiedy zwyczajowo dawałam jej do zrozumienia, że wolę, żeby mówiła do mnie po polsku), gdy ona po prostu się w sobie zamknęła. I wtedy dopiero zrozumiałam, że nie można popełnić większego błędu, niż przerwać słowotok rozentuzmowanego dziecka, prosząc go o przejście na L2, wiedząc, że nie posiada ono odpowiedniego zasobu słów.

      Dlatego tak jak Ty, Aneto, przestałam wymagać po przyjściu dziecka ze szkoły “radosnego sprawozdania w języku polskim z tego, co nowego dziś się zdarzyło”.

      Po pierwsze, wiedza, z którą codziennie wraca do domu dziecko, została jej tam podana w języku angielskim. Jak w takim razie można wymagać, żeby dziecko streściło dzień słowami, których “na uszy nie słyszało”? Nielogiczne!

      I przestałam podsuwać swojej “Kozie” polskie wyrazy w takich przypadkach. Odpowiadam po polsku, ale już bez “aha, czyli…” – ta metoda dziś brzmi sztucznie w naszych rozmowach. Z “młodym” jeszcze działa, ale dwunastolatka nie ma ochoty być poprawianą, szczególnie kiedy otwiera przede mną serce.

      Powiem więcej. Nawet w rozmowach “o pierdołkach”, a więc niezbyt naładowanych emocjami, nie próbuję już za wiele polszczyzny podtykać. Po prostu mówię, co należy – po polsku. Bo dziecko wyczuwa, że jej nie słucham, tylko chcę ją uczyć. I zmyka.

      Dlatego ratują mnie te lekcje z “Kozą” – tu zasady są jasne – tu będzie tłumaczone z angielskiego na polski, tu mam prawo podetknąć polskie trudne słówko. Ba! Mam prawo poprosić o powtórzenie, czy wręcz przećwiczenie. I wtedy córka się nie zamyka, nie ucieka, nie macha na mnie ręką (tak jak Ani Jasiu “aaa nie ważne, powiem tacie, jak przyjdzie” – Aniu, aż mnie coś “dźgnęło” w klatce piersiowej, kiedy to napisałaś. Podobne chwile miałam “przyjemność” przeżywać)…

      Nie oznacza to, że w pogaduszkach z córką kompletnie zrezygowałam z suflerskich wstawek typu “a może jednak byś zagadała do matki po polsku”. Czasem to zadziała, czasem nie, ale wiem, że pewnych następstw rzeczy nie przeskoczę.

      Język – szczególnie dla małego dziecka – to tylko forma przekazania informacji – dlatego je chętnie nawet pomiesza. Wypowiedź nastolatki to już inna para kaloszy – nastolatka już wie, że ocenia sią ją przez pryzmat tego, co mówi, nie chce zwierzać się ze wszystkich przemyśleń, więc kiedy już się zbierze i podejdzie do mnie “pogadać” to mam do czynienia coraz częściej ze zwykła chęcią wyplucia bolączek. Nawet z pozoru niewidoczym szukanie pomocy. (Wiem, że nastąpi taki moment, że córka pójdzie po radę najpierw do koleżanki. A potem mnie kompletnie ominie.) Ale teraz, kiedy potrzebuje oparcia, pewności słuszności jakichś tez, rozgryzienia problemu, to póki zwraca się do mnie, nie mam serca prosić ją wtedy o zmianę języka. Emocje trzeba wyrazić w L1. I czy mi się to podoba, czy nie, polski już nim dla mojej “Kozy” nie jest…

      (Siem rozpisałam… pardon!) 😉

    • Aneta Nott-Bower

      A wiecie dziewczyny, dla moich dzieci polski to jeszcze wciąż L1, mimo, że się urodziły poza Polską. Szczególnie dla 4-letniego Pynia, bo u 8-letniej Talkusi widzę już jak angielski coraz bardziej przeważa. Wasze komentarze to dla mnie jakby wgląd w przyszłość, jak będzie u nas z dwujęzycznością, kiedy dzieci będą coraz bardziej dorastać. Podziwiam Waszą determinację, bo wydaje mi się, że w tym temacie im dalej w las tym więcej drzew!

  • Aniukowe Pisadło

    Anetka, święta słowa…czym dalej w las…Ja wredna świnia jestem i jak byłam w twoim momencie życiowym to byłam pewna, że u mnie tak NIE będzie. Te inne matki to pewnie coś źle robią. Język polski zawsze będzie L1 i z ręcą na polskim sercu mogę powiedzieć, że robiłam wszystko. Ale rzeczywistość weryfikuje…Nie, nie jest mi smutno – zupełnie zgadzam się z Sylvią z ostatniego paragrafu – cieszę się jak głupia jak ona siada i gada ze mną.

    A orzełka w koronie zrobię sobie z tekturki!

    Dobranoc moim zacnym koleżankom,

    Ania

    • Aneta Nott-Bower

      Ja myślę, że ten wysiłek, który wkładam, aby utrzymać oba języki dzieci w równowadze (z wyczuciem oczywiście), nawet jeśli w pewnym momencie będą mi odpowiadać po angielsku, i tak się opłaci. To gdzieś w nich zostanie i jest szansa, że, kiedy okres buntu nastolatka minie, do polskiego wrócą. Jak się w to nie wierzy, to wychowanie dwujęzyczne przestaje mieć sens… A polski jako L2 jest lepszy niż żaden 🙂 Aniu, wyślij mi fotkę w orzełku!

    • Sylaba

      Myślę, że jest tak, jak to opisała Ania… Kiedyś myślałam, że mi się to nigdy nie przytrafi (obserwowanie jak język polski, którym przez kilka lat życia dziecko mówiło “li i jedynie” wypychany jest przez angielszczyznę). A kiedy się to przytrafiło, boję się, żeby status polskiego jako L2 kompletnie nie poszedł w niepamięć.

      Aneto, biorąc pod uwagę fakt, że masz możliwość kontaktu z Polską (i z rodziną w Polsce), myślę, że Twoje dzieci mają dużą szansę mówić całkiem dobrze po polsku. Ja jestem raczej ten “krańcowy” przypadek 😉

  • Aniukowe Pisadło

    Oczywiście zgadzam się z tobą i nawet nie muszę sobie wyobrażać jak to jest jak się żadnego wysiłku nie wkłada i ma się mnóstwo wymówek na ten temat – widzę to u wielu rodzin! Anetko, napisz mi proszę twój adres pocztowy, mam coś dla ciebie.

  • Aleksandra

    To poprawianie wcale nie jest takie proste. Świetnie to pokazał przyklad obiadowej pani – ta kalka nie ma racji bytu w języku polskim. Jeśli mówimy o poprawności to jednak była to pani kucharka.

    Ale znam spawę z autopsji, nie mamy lekko 😉

    Pozdrawiam

    • Aneta Nott-Bower Post author

      Jasne, że nie jest lekko, ale dajemy radę 🙂 Własnie pani kucharka też mi tu nie pasowała, poniewaz ta pani tylko pilnuje dzieci podczas obiadu i przerwy obiadowej, a nie gotuje 😉