Językowa historia Talkusi – opóźniony rozwój mowy

Rozwój mowy Talkusi od początku przebiegał inaczej niż rozwój mowy Pynia. Rozumienie w obu językach pojawiło się stosunkowo szybko, gorzej było z mówieniem. Już na etapie gaworzenia zauważyłam, że wydawanie rozmaitych dźwięków przez Talkusię mogłoby być intensywniejsze i bardziej melodyjne. Oczywiście martwiłam się, ale, jako że po badaniu słuchu miałam pewność, że słyszy dobrze i jako logopeda stwierdziłam, że nie wykazuje zaburzeń rozwojowych, postanowiłam poczekać na rozwój sytuacji, jednocześnie mocno stymulując mowę. Uspokoiłam się, gdy około pierwszego roku życia pojawiło się słowo “tata”, którym Talkusia zaczęła określać również mnie!.
Następnie wykształciło się słowo “mama”, co, jak sobie możecie wyobrazić, przez tak długie oczekiwanie było dla mnie niesłychanie wzruszające. Talkusia z tymi swoimi dwoma wyrazikami pięknie wchodziła z nami w dialog, pomagając sobie gestykulacją i dźwiękami nieartykułowanymi. Komunikacja po polsku i po angielsku z jej strony wyglądała tak samo. I w tym momencie w jej rozwoju językowym nastąpiła stagnacja, która trwała około roku. Zamiast spodziewanych przeze mnie kolejnych słów z obu języków Talkusia produkowała coraz więcej “wyrazów” niewerbalnych. Może to brzmieć dziwnie, ale moim zdaniem, jeżeli określony niesystemowy dźwięk lub gest jest konsekwentnie używany przez dziecko dla określenia pewnego pojęcia i wykorzystywany w skutecznej komunikacji, to pełni on tutaj funkcję wyrazu. Repertuar owych “wyrazów” niewerbalnych był ogromny i wspólny dla obu języków. Oto niektóre z nich, które udało mi się przypomnieć:
  • trzykrotne dmuchanie z nadymaniem policzków = miś
  • wskazywanie na siebie = ja
  • naprzemienne wypuszczanie powietrza po bokach ust z dźwiękiem przypominającym boczne “b” = samochód
  • jak wyżej plus paluszek wskazujący niebo = samolot
  • kilkukrotne wciąganie i wyciąganie powietrza przez zmarszczony nosek = królik
  • dwukrotne cmoknięcie spłaszczonymi wargami, odzwierciedlające strukturę sylabową wyrazu, a układ warg naśladujący wymowę głoski “b” = babcia
Z ostatnim “wyrazem” łączy się pewna anegdota. Pewnego dnia Talkusią opiekowała się moja mama. Kiedy nadszedł czas na drzemkę, położyła ją spać do łóżeczka. Po jakiejś godzinie słyszy dobiegające z pokoju Talkusi cmokanie. Myśli, że pewnie wydaje te dźwięki przez sen. Jednak cmokanie intensyfikuje się i zmienia się jego rytm. Nagle babcia doznała olśnienia: to wnuczka obudziła się i ją woła! Początkowo spokojne podwójne cmoknięcie odzwierciedlające wzór sylabowy: “bab-cia”, zmieniło się na intensywniejsze z przedłużoną pauzą między cmoknięciami, tak jak wyraz “bab – cia” “rozciąga” się przy wołaniu.
Taka komunikacja była bardzo skuteczna, ale tylko między członkami najbliższej rodziny. Innym osobom musiałam tłumaczyć, zupełnie jakby Talkusia operowała jakimś trzecim, obcym dla wszystkich językiem. Taka sytuacja u dziecka powyżej trzeciego roku życia sugeruje koniczność konsultacji z logopedąNasze obawy były dodatkowo podsycane przez otoczenie, które za sytuację nierzadko obwiniało dwujęzyczność. Że córka  przeciążona dwoma językami, że “jej się pomieszało”, że jak z jednego języka zrezygnujemy, to się wszystko samo “wyprostuje”, że zrób coś, w końcu jesteś logopedą i tak dalej. Mimo naszych obaw wytrwaliśmy w dwujęzyczności jeszcze intensywniej zanurzając Talkusię w “kąpieli” w obu językach oraz stosując indywidualnie dobrane ćwiczenia logopedyczne i nagle około drugiego roku życia coś się ruszyło. Lawinowo pojawiały się “porządne” słowa jak m.in.:
  • “cici” = dzieci
  • “kinka” = dziewczynka
  • “baba” = babcia
  • “gaka” = dziadek
  • “ba” = ball
  • “be” = bear

I od razu używane były one we właściwym kontekście, w rozmowie z właściwą osobą, czyli polskie  z mamą, a angielskie z tatą. Jak widać na powyższych przykładach, polskie wyrazy ze względu na swoją długość i stopień skomplikowania artykulacyjnego były upraszczane w podobny sposób, jak to czynią jednojęzyczne polskie dzieci. Natomiast wyrazy angielskie, z reguły proste i jednosylabowe były od początku wymawiane poprawnie.

W ciągu następnych kilku tygodni Talkusia zaczęła formować zdania w obu językach i wkrótce nadrobiła swoje zaległości. Wszystkie jej dmuchania i cmokania odeszły w niepamięć. A teraz…
Jeżeli Wasze dziecko – dwujęzyczne czy nie – wykazuje opóźnienie mowy, czyli w okolicach drugiego roku życia nie formuje prostych zdań typu “mama daj”, “tata chodź”, które mogą zawierać elementy z dwóch języków, ale pełnią funkcję komunikacyjną, skonsultuj się z logopedą. Nie ma dowodów naukowych na to, że dzieci dwujęzyczne rozpoczynają później mówić!
rozwój mowy dziecka dwujęzycznego
Czy Waszym zdaniem początek rozwoju mowy Talkusi był rzeczywiście taki nietypowy? Czy Wy też spotkaliście na swojej drodze takich “życzliwych” jak ja, gotowych doradzać w kwestii dwujęzyczności? Jak zwykle niecierpliwie czekam na Wasze komentarze.

21 thoughts on “Językowa historia Talkusi – opóźniony rozwój mowy”

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies. Dowiedz się więcej.