Językowa historia Talkusi – opóźniony rozwój mowy 18


Rozwój mowy Talkusi od początku przebiegał inaczej niż rozwój mowy Pynia. Rozumienie w obu językach pojawiło się stosunkowo szybko, gorzej było z mówieniem. Już na etapie gaworzenia zauważyłam, że wydawanie rozmaitych dźwięków przez Talkusię mogłoby być intensywniejsze i bardziej melodyjne. Oczywiście martwiłam się, ale, jako że po badaniu słuchu miałam pewność, że słyszy dobrze i jako logopeda stwierdziłam, że nie wykazuje zaburzeń rozwojowych, postanowiłam poczekać na rozwój sytuacji, jednocześnie mocno stymulując mowę. Uspokoiłam się, gdy około pierwszego roku życia pojawiło się słowo “tata”, którym Talkusia zaczęła określać również mnie!.
Następnie wykształciło się słowo “mama”, co, jak sobie możecie wyobrazić, przez tak długie oczekiwanie było dla mnie niesłychanie wzruszające. Talkusia z tymi swoimi dwoma wyrazikami pięknie wchodziła z nami w dialog, pomagając sobie gestykulacją i dźwiękami nieartykułowanymi. Komunikacja po polsku i po angielsku z jej strony wyglądała tak samo. I w tym momencie w jej rozwoju językowym nastąpiła stagnacja, która trwała około roku. Zamiast spodziewanych przeze mnie kolejnych słów z obu języków Talkusia produkowała coraz więcej “wyrazów” niewerbalnych. Może to brzmieć dziwnie, ale moim zdaniem, jeżeli określony niesystemowy dźwięk lub gest jest konsekwentnie używany przez dziecko dla określenia pewnego pojęcia i wykorzystywany w skutecznej komunikacji, to pełni on tutaj funkcję wyrazu. Repertuar owych “wyrazów” niewerbalnych był ogromny i wspólny dla obu języków. Oto niektóre z nich, które udało mi się przypomnieć:
  • trzykrotne dmuchanie z nadymaniem policzków = miś
  • wskazywanie na siebie = ja
  • naprzemienne wypuszczanie powietrza po bokach ust z dźwiękiem przypominającym boczne “b” = samochód
  • jak wyżej plus paluszek wskazujący niebo = samolot
  • kilkukrotne wciąganie i wyciąganie powietrza przez zmarszczony nosek = królik
  • dwukrotne cmoknięcie spłaszczonymi wargami, odzwierciedlające strukturę sylabową wyrazu, a układ warg naśladujący wymowę głoski “b” = babcia
Z ostatnim “wyrazem” łączy się pewna anegdota. Pewnego dnia Talkusią opiekowała się moja mama. Kiedy nadszedł czas na drzemkę, położyła ją spać do łóżeczka. Po jakiejś godzinie słyszy dobiegające z pokoju Talkusi cmokanie. Myśli, że pewnie wydaje te dźwięki przez sen. Jednak cmokanie intensyfikuje się i zmienia się jego rytm. Nagle babcia doznała olśnienia: to wnuczka obudziła się i ją woła! Początkowo spokojne podwójne cmoknięcie odzwierciedlające wzór sylabowy: “bab-cia”, zmieniło się na intensywniejsze z przedłużoną pauzą między cmoknięciami, tak jak wyraz “bab – cia” “rozciąga” się przy wołaniu.
Taka komunikacja była bardzo skuteczna, ale tylko między członkami najbliższej rodziny. Innym osobom musiałam tłumaczyć, zupełnie jakby Talkusia operowała jakimś trzecim, obcym dla wszystkich językiem. Taka sytuacja u dziecka powyżej trzeciego roku życia sugeruje koniczność konsultacji z logopedąNasze obawy były dodatkowo podsycane przez otoczenie, które za sytuację nierzadko obwiniało dwujęzyczność. Że córka  przeciążona dwoma językami, że “jej się pomieszało”, że jak z jednego języka zrezygnujemy, to się wszystko samo “wyprostuje”, że zrób coś, w końcu jesteś logopedą i tak dalej. Mimo naszych obaw wytrwaliśmy w dwujęzyczności jeszcze intensywniej zanurzając Talkusię w “kąpieli” w obu językach oraz stosując indywidualnie dobrane ćwiczenia logopedyczne i nagle około drugiego roku życia coś się ruszyło. Lawinowo pojawiały się “porządne” słowa jak m.in.:
  • “cici” = dzieci
  • “kinka” = dziewczynka
  • “baba” = babcia
  • “gaka” = dziadek
  • “ba” = ball
  • “be” = bear

I od razu używane były one we właściwym kontekście, w rozmowie z właściwą osobą, czyli polskie  z mamą, a angielskie z tatą. Jak widać na powyższych przykładach, polskie wyrazy ze względu na swoją długość i stopień skomplikowania artykulacyjnego były upraszczane w podobny sposób, jak to czynią jednojęzyczne polskie dzieci. Natomiast wyrazy angielskie, z reguły proste i jednosylabowe były od początku wymawiane poprawnie.

W ciągu następnych kilku tygodni Talkusia zaczęła formować zdania w obu językach i wkrótce nadrobiła swoje zaległości. Wszystkie jej dmuchania i cmokania odeszły w niepamięć. A teraz…
Jeżeli Wasze dziecko – dwujęzyczne czy nie – wykazuje opóźnienie mowy, czyli w okolicach drugiego roku życia nie formuje prostych zdań typu “mama daj”, “tata chodź”, które mogą zawierać elementy z dwóch języków, ale pełnią funkcję komunikacyjną, skonsultuj się z logopedą. Nie ma dowodów naukowych na to, że dzieci dwujęzyczne rozpoczynają później mówić!
rozwój mowy dziecka dwujęzycznego
Czy Waszym zdaniem początek rozwoju mowy Talkusi był rzeczywiście taki nietypowy? Czy Wy też spotkaliście na swojej drodze takich “życzliwych” jak ja, gotowych doradzać w kwestii dwujęzyczności? Jak zwykle niecierpliwie czekam na Wasze komentarze.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

18 thoughts on “Językowa historia Talkusi – opóźniony rozwój mowy

  • The European Mama

    Moja historia jest podobna do twojej. Moja starsza córeczka zaczęła mówić dość późno, przez długi czas mówiła niewyraźnie, i w sumie tylko ja ją rozumiałam, bo jako jedyna mówię wszystkimi językami, którymi mówiła ona. Moi rodzice byli niezwylke wyrozumiali, teściowie (którzy nie mówią po polsku) dość “delikatnie” sugerowali, że to dlatego że K. jest trójęzyczna. Nie pomagało mi tez, że wielojęzyczne dzieci znajomych mówiły więcej i lepiej, niż K. Na dodatek chodzi ona do żłobka i dużo się nasłuchałam, że powinna więcej mówić po holendersku. Minął rok i sytuacja się odmieniła: K mówi we wszystkich trzech językach, pełnymi zdaniami, coraz wyraźniej wymawia słowa, obcy coraz lepiej rozumieją, co ona mówi. J. zaś jest z mowieniem na czasie, sęk w tym, że jej mały monojęzyczny kuzynek jakoś super dużo i ładnie mówi- oczywiście dla teściów to on jest normą, nie J! Więc znowu zła niedobra wielojęzyczność jest winna! Ale szalenie się cieszę, że to się da zrobić i trzymam kciuki za wszystkich w podobnej sytuacji!

    • Aneta Nott-Bower

      Dziękuję bardzo za komentarz. Wiem dokładnie, jak się czułaś. Nasi dziadkowie byli akurat wyrozumiali, ale niektórzy inni znajomi już zaliczali się do “życzliwych”. I to porównywanie do dzieci jednojęzycznych też przeszłam. Wytrwałości życzę i pozdrawiam!

  • Anonymous

    Hejka, mam znajomych, których syn miał dokładnie to samo, może oprócz tych “swoich” wyrazów nawet – nic nie mówił. Pokazywał. Nie pamiętam jak długo ale bardzo długo…nawet ja się zaczęłam już zastanawiać bo wydawało mi się że rodzice trochę mieszali trzy jezyki (nawet w jednym zdaniu były wszystkie trzy) ale pewnego dnia pan W zaczął mówić w dwóch językach (trzeci najmniej obecny ominął na chwilę). Teraz to już siedmioletnie dziecko i mówi we wszystkich trzech językach. I bez problemów. Buziaki, Ania

    • Aneta Nott-Bower

      Hejka, Aniu. Szkoda, że ja Was wszystkich dwujęzycznych matek i Waszych opowieści nie znałam w czasie, jak przechodziliśmy te trudne chwile z Talkusią. Takie językowe historie z happy endem naprawdę dodają otuchy 🙂

  • Elżbieta Ławczys

    Dlatego ważne jest, abyśmy mówiły i pisały o dwujęzyczności jak najwięcej i zachęcały mamy, które nie prowadzą blogów, do czytania!
    Nasza historia jest odmienna o tyle, że oboje z mężem jesteśmy Polakami i drugi język “wchodzi” dopiero teraz (od roku synek w przedszkolu). Ale “życzliwi” są i będą!! Ja stawałam na głowie!, żeby synek mówił jak najszybciej i najładniej po polsku, bo wiedziałam, że ułatwi mu to uczenie się niemieckiego. Teraz staję na głowie, aby jak najszybciej nauczył się czytać po polsku, przed nauką czytania po niemiecku… I często jestem uważana za “rąbniętą” mamę, co dziecku zabiera dzieciństwo… (Uczę go w zabawie i tylko jak wyraża chęć).
    Druga rzecz: synek marzy o wyjazdach do Polski, “żeby wszyscy mówili po polsku” i co! Przyjeżdżamy i wszyscy się pytają go czy mówi po niemiecku!!??? i jak po niemiecku jest to i to! a nikt go nie nigdy nie pochwalił, że PIĘKNIE mówi po polsku albo, że tak ładnie mu idzie czytanie.
    Na zagabywanie o niemiecki, obrusza się i milknie całkowicie…

    • Aneta Nott-Bower

      Możemy sobie podać ręce, Elu. Jesteśmy obie rąbnięte 😉
      Moje dzieci tak nagabywane w Polsce o język angielski też po prostu milczą. I bardzo dobrze, to nie jest przecież cyrk.
      Jeżeli chodzi o naukę pisania i czytania, to najstarszym dzieckiem jest o wiele łatwiej, gdyż po prostu mamy dla niego więcej czasu. Moja Talkusia w czwartym roku życia przed pójściem do angielskiej szkoły już płynnie czytała i pisała. U Pynia udało mi się wprowadzić tylko podstawy zanim poszedł do szkoły. Teraz widzę, że po angielsku czyta lepiej niż po polsku 🙁 Poza tym też liczy się usposobienie i zainteresowania dziecka. Pynio chyba za bardzo lubi swój rower!
      Ale u obojga w mowie aż do pójścia do szkoły język polski był dominujący, co nadrobili już po pierwszym semestrze.
      Też mam nadzieję, że nasze pisanie mamom pomoże. Niech wiedzą, że nie są same!

  • annimula

    Witam!
    Ja wlasnie jestem taka mama, ktorej pomagacie swoimi komentarzami.
    Trafilam dzisiaj na twojego bloga i przeczytalam go z ciekawoscia, bo mam podobne problemy. Mieszkam we Wloszech, mam meza Wlocha i dwuletniego synka, ktory prawie nic nie mowi. Pediatra wyslala mnie do logopedy bo uznala, ze w tym wieku Maly powinien mowic 20 slow, a mowi 2. Logopeda przebadala go i zobaczyla ze synek wszystko rozumie, ze jest inteligentny, i ze komunikuje gestykulujac i mowiac, sobie tylko znane wyrazy.
    Jej diagnoza to “lekkie opoznienie jezykowe” , a lekarstwo – zaprzestanie mowienia do niego po polsku. Ja uparta jestem i nie mam zamiaru sie poddac. Zabawne, ze po wizycie, Maly troche sie odblokowal i zaczal mowic kilka nowych slow, w tym upragnione “mama” (mowil je juz rok wczesniej, ale potem przestal i przez wiele miesiecy nie chcial go powtorzyc)

    • Aneta Nott-Bower

      Dziękuję bardzo za wizytę i ciepłe słowa. Bardzo podoba mi się Twoja postawa. Trafiłam kiedyś na bardzo obrazowe porównanie posługiwania się przez dziecko dwoma językami do gry na dwóch instrumentach. Jeżeli dziecko uczy się grać na pianinie i na gitarze, a my chcemy przyspieszyć naukę gry na pianinie, to porzucenie nauki gry na gitarze samo przez się nie przyspieszy postępów dziecka w nauce gry na pianinie. Podobnie jest z dwujęzycznością. Jeżeli logopeda wykluczyła wadę słuchu i inne zaburzenia anatomiczne, nie widzę tu powodu do zmartwień. Porzucenie języka polskiego nie pomoże Twojemu synowi szybciej opanować włoskiego. Samo intensywne zanurzanie dziecka w obu językach bez wywierania na nie presji powinno rozwiązać problem. Dajmy sobie i dziecku czas 🙂

  • BasiaB

    Hej, ja tu we włoszech też mam takie same problemy jak Annimula- wszyscy mnie tu gnębią bym mówiła do dziecka tylko po włosku. Ja zaś uważam ,że włosi to naród ignorantów – bez obrazy, ale mając takie możliwości – większość kursów językowych jest tu za darmo a nikt z nich nie korzysta. Dlatego ja uparcie będę uczyć małą polskiego, a potem dorzucę w miarę możliwości jeszcze angielski i francuski , który mają w szkole. Takie gadanie o opóźnieniu mogą sobie wsadzić. Dzieci tu sa tak rozwydrzone i robia co chcą , w cały świat. Mnie naprawdę marzy się polska szkoła dla Qki, ale skoro nie mogę to sama zrobię co będę mogła. Cieszy mnie teraz fakt,że byłam dość dobra z polskiego , a do tego mając pomoc u was na pewno damy radę:)

  • Ania B

    Boże, że Ja wcześniej tu nie trafiłam! Dziewczyny, aż mi się ciepło na sercu zrobiło, że nie jestem sama z moim problemem

  • Agnieszka L.

    Serdecznie dziekuje za bloga. Dopiero zaczynam go poznawac, ale od razu trafilam na kwestie, ktora mnie od dawna interesuje, mianowicie opoznienie mowy w przypadku wielojezycznosci.
    Nasz syn nie mowil prawie nic do 2,5 zycia. Pozniej wyksztalcil swoj system komunikacji, ktory byl jasny tylko dla najblizszych czlonkow rodziny. Dopiero jedna ze znajomych zasugerowala, zebym poszla z synem do logopedy, bo to jest wrecz niemozliwe zeby ponad trzyletnie dziecko bylo nadal niezrozumiale dla otoczenia (syn mial problemy tez w kontaktach z dziecmi: nie komunikowal sie z rowiesnikami, nie lubil obcych ludzi lub wiekszych zgromadzen). Z marszu odwiedzilam 3 lekarzy: pediatre, laryngologa i logopede. Zarowno pediatra jak i logopeda swierdzili, ze syn rozwija sie prawidlowo, a opoznienie mowy wynika z wielojezycznosci (oprocz j. polskiego moj syn przez prawie 3 lata mial do czynienia rownolegle z j. niemieckim, angielskim i arabskim). Logopeda i pediatra radzili mi abym kontynuowala rozmowe z j. polskim, zas j. niemiecki pozostawic tacie i ew. otoczniu (obecnie od ponad roku mieszkamy w Niemczech). Ale niemiecki laryngolog stwierdzil, ze powinnam sie skoncentrowac tylko na jednym jezyku i nie utrudniac dziecku nauki mowy. Powiem szczerze, ze po tych wszystkich wizytach dalej bylam niespokojna, poniewaz postep mowy u syna byl nadal bardzo slaby. Z mezem duzo dzieciom czytamy (mamy siedmioletnia corke, ktora rozwija sie fantastycznie w dwujezycznosci): ja po polsku, maz po niemiecku), jezdzimy dwa-trzy razy do Polski na dluzszy pobyt, w domu z mezem Niemcem rozmawiam tylko po polsku. Staramy sie aby w domu byla rownowaga pod wzgledem jezykowym. Dlatego w naszej desperacji zaczelismy uczyc syna na naszych pojedynczych domowych sesjach “jezykowych” doslownie pojedynczych slow. Poczatki byly trudne. Z obu jezykow wybieralismy najprostsze slowa, czesto je wrecz sylabizowalismy, zeby synowi bylo latwiej je powtorzyc i zapamietac. Efekty sa, syn zaczyna mowic, choc to nie jest jeszcze mowa w pelni plynna i biegla (w grudniu syn koczy cztery lata). Na razie o wiele wiecej mowi po niemiecku. Ja sie nie poddaje, w rozmowie z nim ciagle uzywam j. polski. Czasami jest jednak trudno, np. kiedy syn stara sie powiedziec cos po niemiecku (od niedawna pojawilo sie zacinanie i wielokrotne powtarzanie tej samej sylaby, najczesciej tej rozpoczynajacej wyraz), i widze ze mowi z bledami, to ja juz sama nie wiem, czy ja mam mu te niemieckie bledy poprawiac, czy tylko przemilczec i dalej kontynuowac moj dialog po polsku. Musze powiedziec, ze moja starsza corka tez miala problem z mowa, ale jednak w wieku 3 lat w ciagu kilku miesiecy przeistoczyla sie z dziecka niemowiacego na doslownie nadajacego jak radio Wolna Europa. Najpierw na ponad 2 lata zdominowal ja j. niemiecki a pozniej niespodziewanie, po wakacjach w Polsce, zaczela komunikowac sie ze mna po polsku. U syna problem jest jednak rozciagniety w czasie i mysle ze jeszcze troche potrwa za nim bedzie prawidlowo mowil.
    Pozdrawiam cieplo wszystkich rodzicow dzieci wielojezycznych. Jak widac nie jestesmy sami 🙂

    • Aneta Nott-Bower

      Agnieszko, dziękuję serdecznie za komentarz.
      Widać, jak bardzo z mężem dbacie o rozwój językowy Waszych dzieci. Myślę, że na tym etapie Wasz synek potrzebuje zajęć z logopedą, który pokierowałby również Waszymi działaniami w domu. U dzieci wielojęzycznych zdarzają się zaburzenia rozwoju mowy wynikające z interferencji, czyli obiektywnych różnic pomiędzy językami przy braku jakichkolwiek nieprawidłowości biologicznych. Wtedy wyniki badań u pediatry i laryngologa są prawidłowe, ale dziecko i tak wymaga zajęć logopedycznych, by wspomóc jego wielojęzyczny rozwój mowy. Jest to tym bardziej ważne w Waszej sytuacji, że pojawiły się objawy niepłynności. Gorąco zachęcam do ponownego kontaktu z logopedą, najlepiej takim, który ma doświadczenie w zakresie dwujęzyczności. Pozdrawiam serdecznie 🙂