Językowa historia Talkusi część czwarta – nie mów do mnie po polsku 15


Chcąc zachować chronologię, miałam dziś pisać o kolejnych etapach dwujęzycznego rozwoju mowy Talkusi, ale będzie mała zmiana planów, choć jak najbardziej pozostajemy przy temacie. Przytaczam na gorąco sytuację z wczoraj, która autentycznie zmroziła mi krew w żyłach.
Otóż, jedna z najlepszych koleżanek Talkusi z klasy organizowała wczoraj swoje ósme urodziny. Najpierw kino, potem restauracja, w 100% damskie towarzystwo, impreza niecierpliwie wyczekiwana od tygodni. Talkusia na tego typu przyjęcia u osób, które dobrze znam, zwykle zostaje tylko przeze mnie podwieziona i już zostaje do końca pod ich opieką. Ale tym razem tak się złożyło, że mama koleżanki jest też moją dobrą znajomą i poprosiła mnie o pomoc w dopilnowaniu wszystkich małoletnich gości na imprezie. Kiedy Talkusia się o tym dowiedziała, była wysoce zbulwersowana:
– A dlaczego ty też idziesz?
– Żeby pomóc mojej koleżance. Z dwoma osobami dorosłymi będziecie bezpieczniejsze.
Tu wtedy sobie myślę, że chodzi o to, że Talkusia chce czuć się niezależna i dorosła, a własna mama na imprezie to zwykły obciach, ale na wszelki wypadek drążę temat.
– Dlaczego tak bardzo ci to przeszkadza?
Bo będziesz przy wszystkich mówić do mnie po polsku.
DSC04967
Tu zamarłam. Zawsze, wszędzie i przy wszystkich mówię do dzieci po polsku i jak do tej pory nie stwarzało to żadnych problemów. Nikt z naszych angielskich znajomych nie obraził się za to, moje dzieci przyjmowały to zupełnie naturalnie, a ich koledzy zwykle podsłuchiwali z zaciekawieniem i fascynacją tym egzotycznym językiem. Koleżance, która właśnie obchodzi urodziny, kiedyś na jej własną prośbę przywieźliśmy z Polski obrazkowy słownik angielsko-polski. Tak bardzo dwujęzyczność Talkusi jej zaimponowała. Myślę sobie, nic tylko czarne przepowiednie Sylaby i Ani z komentarzy do posta: Językowa historia Talkusi część trzecia się sprawdzają. Nadszedł czas próby…
– Talkusiu, musisz wiedzieć, że ja zawsze będę mówić do ciebie i do twojego brata po polsku. Nawet wtedy, jak będziecie dorośli.
– A jak będę miała męża Polaka?
– To do niego też będę mówiła po polsku. I do waszych dzieci. A męża możesz mieć nawet z Chin [ten kraj Talkusię aktualnie najbardziej fascynuje], to i tak nic nie zmieni.
I wyszłyśmy na przyjęcie. Tam trzymałam się na dystans i starałam się traktować Talkusię tak samo, jak inne dziewczynki. Z drugą mamą w kinie usiadłyśmy w innym rzędzie, aby dzieci czuły się swobodnie. W trakcie imprezy Talkusia sama parę razy podeszła do mnie z jakąś sprawą i donośnym głosem przemówiła do mnie po polsku 🙂
Czyli nasza rozmowa pomogła, ale na jak długo?

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

15 thoughts on “Językowa historia Talkusi część czwarta – nie mów do mnie po polsku

  • Sylaba

    Och… Chciałoby się powiedzieć “been there, done that”, ale wypadałoby zamiast zwiesić głowę pocieszyć, a jest czym: córeczka sama do Ciebie potem podeszła i zagadała po polsku.

    Na jak długo zaś Twoja rozmowa pomoże? Na tak długo, jak znów się Talkusi przypomni, że mówienie po polsku przy koleżankach to “chała”.

    A tak w ogóle, to dobrze jej powiedziałaś. Tylko nie wiem, czy Ci wyjdzie rozmowa z Chińczykiem po polsku 😉

    Reasumując, myślę, że ten pierwszy cios zniosłaś godnie i to się liczy.

  • Aniukowe Pisadło

    Hej dziewczyny…no nie wiem co napisać bo ja po przemyśleniu tego tematu ze sto razy wiele lat temu, mówię w wielu wypadkach do dzieci po angielsku. Na przykład jeżeli wchodzę do szatni i Kasia stoi wśród swoich koleżanek, ja prosząc ją żeby się pośpieszyła, mówię po angielsku. Jak mamy dzieci w domu i coś chcę od Jaśka, wchodzę do pokoju i proszę go o coś po angielsku…czy to dobrze? Nie wiem ale pamiętam taką sytuację. Kasia spędziła weekend u swojej niemiecko-amerykańskiej koleżanki, wszystko jej się podobało oprócz jednego, że mama tej dziewczynki mówiła do córki cały czas po niemiecku. Kasia czuła się odrzucona, powiedziała, że “tak jakby o mnie rozmawiały albo o jakichś tajemnicach.” Wtedy pomyślałam, że podjęłam słuszną decyzję. Wyobrażam sobie też taką sytuację…stoję na imprezce z kilkoma osobami, gadamy sobie, popijamy winko a tu podchodzi maż koleżanki, Litwin i mimo, że wiem, że mówi po angielsku, gada do żony po litewsku. Ja z moim zainteresowaniem językowym pewnie zaczęłabym analizować jego język i odpłynęłabym ale “niezainteresowani” myślę, że mogliby poczuć się nieswojo. Ale oczywiście to tylko moje zdanie i to co sobie wymyśliłam w mojej głowie. Jestem bardzo ciekawa jak to jest u innych. W imieniu Anetki proszę, piszcie! Naprawdę jestem bardzo ciekawa!

    Zastanawiam się na ile język w tych czasach (gdzie dzieci podróżują i mieszkają w innych krajach, czytają i góglują w innych językach) jest częścią tożsamości narodowej, bycia Polakiem, Słowakiem czy Litwinem a na ile dla tych globalnych dzieci to tylko narzędzie do porozumiewania się. Dla mnie zawsze to było częścią bycia Polką, matką Polką, która musi przekazywać kulturę, a w tym i język ale czasami nie jestem pewna czy to będzie droga moich dzieci…Miałam językowo odwrotną sytuację kiedy to mała Kanadyjska z Quebecku mówiąca tylko po francusku miała chodzić do naszej szkoły. Ja uczyłam ją angielskiego. Ciężko jej szło, nienawidziła tego angielskiego, jak się pisze, jak się wymawia, nienawidziła Amerykanów, Ameryki i wszystkiego co z nimi związane. Pomyślałam, że może boi się, że ucząc się angielskiego przestanie być Quebeckanką (nie wiem jak to napisać :-). I tak było. Po długiej rozmowie z ośmiolatką a potem z jej mamą o tym, że język może być dla niektórych tylko narzędziem do porozumiewania się, że nie od razu flagą otulić się trzeba, dużo się zmieniło. Minęły dwa lata, mała mówi pięknie po angielsku, pięknie po francusku, uwielbia szkołę kibicuje Lindsey Vonn i jest moją najlepszą dziesięcioletnią koleżanką. Przepraszam, trochę się rozgadałam…swoją drogą byłoby cudownie usiąść razem na kawce i pogadać, nie?

    • Aneta Nott-Bower

      Aniu, dziękuję Ci bardzo za ten emocjonujący komentarz. Broń Boże nie pomyśl sobie, że Cię oceniam, bo każdy musi dokonać w tych sprawach takiego wyboru, jaki pasuje do jego rodziny i z którym się dobrze czuje. Ja, jak na chwilę obecną przynajmniej, mówię zawsze po polsku, jak się zwracam indywidualnie, bezpośrednio do mojego dziecka. Jak mam grupę wśród których jest moje dziecko i mówię do nich razem, to używam angielskiego. W obecności innych osób, które nie znają polskiego po prostu tłumaczę im najpierw, co mam zamiar za chwilę do dziecka powiedzieć i uprzedzam w ten sposób sytuację. To w naszej rodzinie działa, także przy spotkaniach z angielskimi dziadkami. Obawiam się, że jakbym się przestawiała na angielski, to przekazałabym dziecku sygnał, że polski jest gorszy, że się go wstydzę.
      Co do kwestii połączenia języka z narodowością i flagą to rozróżniam tu dwie sytuacje. Jeżeli się język poznaje dla celów czysto praktycznych, jak np. ludzie na całym świecie czynią z angielskim, to kultura nie musi iść tu w parze z językiem, który jest tylko narzędziem. Ale w przypadku, gdy język jest częścią dziedzictwa, jak u nas, kuchnia, historia, flaga i godło są nieodzowne. Taki mój pogląd jest :-), czekam na Wasze!

    • Sylaba

      Dla mnie herbatka. (To do kelnera/ki.) Dwie torebki mało wody, bez cukru, bez mleka… Dziękuję… I skoro już przy napojach krzepiących siedzimy, przyznam, że trzeba samemu sobie wyznaczyć intuicyjnie reguły gry.

      Z rodziną męża “się nie patyczkowałam” – zapowiedziałam, że chcę nauczyć “Kozę” polskiego i przeprosiłam odgórnie za
      “niezrozumiały świst”, którego staną się świadkami.

      Ponieważ Amerykanie mają tę wspaniałą cechę, że są otwarci na języki obce, usłyszałam w odpowiedzi generalnie słowa zachęty. Ale z czasem, tak jak Aneta, w zależności od stopnia zaangażowania rozmowy, tłumaczyłam zdawkowo rodzinie, co mówię do dziecka. Krótkie polecenia – nie, rozmowę na tematy głębsze – tak. Zresztą nie miałam wyboru, bo przez pierwsze 4 lata swego życia “Koza” mówiła prawie wyłącznie po polsku (tata był robotą tak zajęty, a ja byłam z dzieckiem w domu). Nikt by się “był” wtedy z małą “Kozą” nie dogadał. Musiałam robić za tłumacza.

      Ci, którzy tu dobrze mnie znają, wiedzą, że będę do dzieci zwracac się po polsku, szczególnie kiedy nie biorą udziału w rozmowie dorosłych. Kiedy rozmowa już i dzieci dotyczy – kończy się często na tłumaczeniu tego co mówię po polsku na język angielski.

      Przy koleżankach “Kozy” – dobre przyjaciółki – z którymi wzrastała i które znają nasz dwujęzyczny dom – mówię po polsku z małą wstawką reasumującą na końcu po angielsku co takiego powiedziałam. Czasami wcześniej użyję angielskiego – zapowiadam krótko koleżance o czym muszę z córką porozmawiać, po czym przechodzę na polski.

      Kiedy są dziewczynki, z którymi nie znam się za dobrze – mówię w dwóch językach (zaczynam po angielsku i od razu tłumaczę na polski – męczące czasem jak cholipka), ale mówię tak szybko, że nie widzę protestów. Wygląda to mniej więcej tak:

      “If you need anything, I’ll be in the garage. Gybyście czegoś potrzebowały, będę w garażu. Your snack is on the table. Macie jedzenie na stole. You know where to find drinking glasses, so get your own drinks. Wiesz, gdzie szklanki, to same sobie nalejcie czegoś do picia”. Przy czym kiedy mówię po polsku patrzę na “Kozę”. I nie trzymam się sztywno właściwego tłumaczenia.

      Kiedy jesteśmy poza domem i wpadamy na koleżankę “Kozy”, szczególnie taką, której dobrze nie znam, trzymam się angielskiego.

      Za dużo polskiego przy koleżankach córy nie chcę używać, bo stoją i gałują i czuję jeden wielki “disconnect” 😉 jeśli można brzydko pomieszać języki.

      Są też takie sytuacje, kiedy rozmowa dziewczynek schodzi na sprawy poważne i wtedy przełączam się na angielski – na pewno, kiedy rozmowę inicjuje koleżanka. Zbyt sztucznie wtedy byłoby wstawiać dla córki tłumaczenie. A odciąganie jej na bok też nie wchodzi w grę.

      To czy i ile polskiego przy innych osobach usłyszą moje dzieci jednak podyktowane jest konkretną sytuacją, a są one b. złożone, jak same wiecie z praktyki.

      Po tylu latach, “Koza” wie, że przestawiam się czasem przy obcych na angielski nie dlatego, że się go wstydzę, ale dla ułatwienia rozmowy. I wiem, że jest mi za to wdzięczna (chociaż ja bym oczywiście wolała nadawać po polsku).

      Pozdrawiam!

    • Aneta Nott-Bower

      Super, że się odezwałaś, Sylabo. Znowu inna rodzina i nieco inny pomysł. Mam nadzieję, że Ania przeczyta. Zgadzam się, że z tłumaczeniem jest dużo roboty, ale ja się już tak przyzwyczaiłam, że nawet tego nie zauważam. Ludzie doceniają, że się im najpierw przetłumaczy, a dopiero potem “śwista” do dziecka po polsku. A Amerykanie zdają mi się tak samo otwarci, jak Brytyjczycy. Nic im dziwne nie jest 🙂

  • Aniukowe Pisadło

    Nie znam cię jeszcze dobrze ale mam przeczucie, że nie jesteś z tych co oceniają zbyt szybko…Bardzo się cieszę, że dyskutujemy. I nie ma wątpliwości, że każda rodzina wypracowuje sobie jakiś kompromis i plan na życie w każdej kwestii, nawet językowej i jeśli nie ma oznak “przemocy językowej” i wszyscy są zadowoleni to hura! Dziękuję za wszystko co robisz.

  • Agnieszka Bronowicka

    Spróbuję krótko o mojej córce 🙂 Kiedy miała lat ok 5-7 wogóle nie zauważała że ‘publicznie’ mówi do mnie po polsku. Około 8-9 roku życia stwierdziła że polski to obciach! Na 10 urodzinach córki angielske koleżanki pozazdrościly jej ‘tajnego szyfru’, którym może porozumiewać się z mamą. Teraz ma lat 11 i kilka dni temu na wywiadówce nauczycielka powiedziała, że córka jest bardzo dumna ze swojej polskości!!!!!! Tym samym ja jestem dumna z mojej córki! 🙂 Aneto – może to tak właśnie działa – przychodzi z wiekiem 😉

    • Aneta Nott-Bower

      Witaj Agnieszko! Co za pokrzepiający komentarz. I gratuluję tak wspaniałej angielskiej nauczycielki, która tak pięknie wspiera dwujęzyczność Twojej córki. Tak trzymać 🙂

  • Anonymous

    Myślę p. Agnieszko,że to cudownie,że pani córeczka tak szybko
    odnalazła się w tej angielskiej rzeczywistości,no i,że oczywiście
    zauważono u niej tą Polskość,bo panią duma rozpiera.
    Z czego nie jestem zdziwiona,no w końcu jest p. mamusią.

  • Ania Zawada

    Moje córki mają 6 i 8 lat (od 5,5 lat w UK) mamy zasadę, że w domu i między sobą rozmawiamy po polsku, a z “angielskojęzycznym” po angielsku (czasem uczymy ich polskiego 🙂 bo coraz więcej osób pyta się jak powiedzieć podstawowe słowa po polsku). Gdy moja córka miała 4 lata zaczęłam pracować w przedszkolu, do którego chodziły inne polskie dzieci uczące się angielskiego i do nich tak właśnie mówiłam wszystko najpierw po polsku, a potem po angielsku. Za to córcia miała bunt i w przedszkolu do mnie tylko po angielsku mówiła, bo “inni nie będą wiedzieć o czym rozmawiamy”. Na szczęście gdy poszła do zerówki to ona pełniła rolę tłumacza – pomagała polskim dzieciom w codziennych sytuacjach w szkole, za co pani nauczycielka bardzo ją chwaliła i teraz jest dumną Polką (rozmawiamy po polsku wszędzie i nie ma z tym problemu). Dziewczyny zaczęły uczyć się innych języków starsza francuskiego, młodsza niemieckiego, bo widzą jaką zaletą jest znajomość innych języków. Cieszy mnie, że moje tłumaczenia i namowy pomogły i w zabawach z polskimi rówieśnikami zawsze używają polskiego, choć innym dzieciom łatwiej po angielsku mówić (one i tak odpowiadają po polsku). Codziennie na dobranoc staram się czytać im książeczkę po polsku, bo zawsze jakieś nowe słowo się znajdzie, którego znaczenia dzieci nie znały.