Językowa historia Pynia część druga – asymetryczny rozwój językowy 18


asymetryczny rozwój jezykowy
Tak Pynio widzi Mamę, czyli mnie.
W poprzednim odcinku tego cyklu poznaliście mojego synka: Pynia. Przy okazji rozwiewam wątpliwości niektórych czytelników: ani Pynio, ani Talkusia to nie są prawdziwe imiona. Ale dzieci i ich przeżycia są najzupełniej prawdziwe.
Pisałam ostatnio, że mowa Pynia rozwijała się szybko, wręcz powyżej norm wiekowych, ALE… tylko w jednym języku! Mimo iż od urodzenia Pynio, tak samo jak Talkusia, otaczany był w miarę możliwości w równym stopniu językiem polskim i angielskim, mowa czynna początkowo rozwijała się u niego tylko w języku polskim.
Dla porównania Talkusia zaczęła mówić późno, lecz od razu w obu językach i w momencie pójścia do szkoły angielskiej w wieku lat czterech skutecznie komunikowała się po polsku i po angielsku (z przewagą polskiego). W tym samym momencie życiowym Pynio mówił lepiej po polsku niż Talkusia w tym samym wieku, ale po angielsku niechętnie wchodził w rozmowę. Wykazywał rozumienie tego języka, ale odpowiadał monosylabicznie. Przez pierwsze kilka tygodni w szkole Pynio nie chciał rozmawiać z nikim. Dodam, że w odróżnieniu od innych brytyjskich szkół, w naszej szkole moje dzieci są jedynymi Polakami, więc Pynio nie miał możliwości komunikacji w żadnym innym języku poza angielskim. Od zawsze był od bardzo silnie związany ze mną i bardzo powoli oswajał się do nowych osób. Czy to właśnie dlatego, tak lgnął do języka polskiego? Pynio w wieku przedszkolnym zawsze otwarcie mówił, że nie lubi angielskiego. Ja natomiast starałam się przygotować go do pójścia do szkoły. Moje próby zwiększenia stymulacji w języku angielskim przez spotkania z angielskimi dziećmi, angielską telewizję, gry komputerowe, muzykę odbierane były przez Pynia bardzo negatywnie. Musiałam pomóc mu przełamać się, być z nim i po chwili “wchodził” w ten język. Zawsze jednak później z radością “przeskakiwał” z powrotem na polski.
Wrzesień 2012 wspominamy bardzo boleśnie. Pynio chętnie poszedł do szkoły. Wytrwał tam w miarę radośnie przez pierwszy tydzień i wtedy zaczęły się schody. Musiał sobie zdać sprawę, że do szkoły trzeba chodzić codziennie i “this is it”. Szkoła zupełnie straciła dla niego swoją atrakcyjność i codziennie rano Pynio protestował na wszelkie znane sobie sposoby, żeby tylko móc zostać w domu. Przerabialiśmy nawet symulację choroby! Przed drzwiami pani siłowo odczepiała Pynia ode mnie i we łzach zanosiła go do klasy. Nie ukrywam, że te rozstania były niesłychanie bolesne również dla mnie, ale starałam się tego nie okazywać i wspierałam Pynia, jak tylko mogłam, pozostając jednak stanowcza. Po kilku tygodniach Pynio polubił szkołę i znalazł tam przyjaciół. Zbiegło się to z dynamicznym rozwojem języka angielskiego. Teraz w podskokach wchodzi do klasy i nawet się na mnie nie obejrzy. Dodam, że jest także jednym z najlepszych uczniów! Ostatnie kilka miesięcy zaowocowały prawdziwym wybuchem języka angielskiego u Pynia. Nie muszę chyba wspominać, jak bardzo pozytywnie wpłynęło to na relacje Pynia z Tatą, który do tej pory przeżywał dotkliwą frustrację!
Rozstanie z rodzicami w momencie pójścia do szkoły samo w sobie jest dla dziecka traumatyczne i spotyka wiele dzieci bez względu na liczbę języków, jakimi się posługują. Wiele tu zależy od osobowości dziecka. Co ciekawe, w wieku czterech lat Talkusia rozpoczęła angielską szkołę bez mrugnięcia okiem i do tej pory woli naukę zinstytucjonalizowaną od domowej. Mimo, że też jest ze mną silnie emocjonalnie związana, nigdy nie miała kłopotów z rozstaniem. U Pynia początkowa niechęć do szkoły była pogłębiona przez słabą znajomość angielskiego, języka, którego po prostu nie lubił i nie chciał poznawać. Kolejna ciekawostka: pierwsze chwile Pynia w polskiej szkole sobotniej były zgoła inne. Wkroczył tam z radością i zaaklimatyzował się błyskawicznie. Przecież to też byli nowi ludzie w nowym miejscu z daleka od domu. Czy fakt, że wszyscy mówią tam po polsku miał tu jakieś znaczenie? Czy może pomogły mu doświadczenia zdobyte w angielskiej szkole, którą rozpoczął wcześniej? Czy polskie nauczycielki przypominały mu mamę?
Czy mieliście podobne doświadczenia z Waszymi dziećmi? Czy tak silny opór dziecka przed szkołą zmotywowałby Was do rozpoczęcia edukacji domowej? Czekam na Wasze komentarze 🙂

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

18 thoughts on “Językowa historia Pynia część druga – asymetryczny rozwój językowy

    • Aneta Nott-Bower

      Pynio jest cudownym, bardzo uczuciowym, a zarazem inteligentnym chłopcem. Jestem dumna, że już pokonał swoje kłopoty. Dodam jeszcze, że bezcenna jest w podobnych sytuacjach pomoc ze strony szkoły. Pynio ma szczęście, że trafił na doświadczone i ciepłe nauczycielki, które cierpliwie pomagały mu oswoić się z nową sytuacją 🙂

  • BasiaB

    Ja wciąż się ociągam z zaprowadzeniem Eluni do “przedszkola”.Uważam za zyt cenne te wspólne chwile , które jeszcze mamy.z drugiej strony wiem,że dla jej dobra powinna przebywać z innymi dziećmi więcej. Żałuje też ,że o polskiej szkole mowy nawet nie ma – to tu po prostu nieopłacalne.Za mało dzieci polskich i w zbyt różnym wieku.O chęciach nie wspomnę.

  • Aneta Nott-Bower

    Dużo tu zależy od charakteru dziecka. Moja córka zawsze garnęła się w świat i do przedszkola poszła z ogromną radością. Natomiast z synem nawet nie próbowałam. Taki domator jak on potrzebował zostać w domu tak długo jak tylko się dało. A że w UK szkoła obowiązkowa od czwartego roku życia, czasu w domu dziecko wcale nie ma tak wiele. Szkoda, ze nie macie dostępu do polskiej szkoły. Może chociaż jakiś klub dla mam założyć?

  • Hiena

    Bardzo ciekawe doswiadczenia! Zastanawia mnie, skad ta cala niechec do angielskiego. Zwykle jest wlasnie odwrotnie – ze dzieciom nie “oplaca sie” mowic w jezyku, ktory nie jest jezykiem otoczenia…
    Frustracje jezykowa rozumiem – tez bym nie chciala chodzic do szkoly, w ktorej sie mowi w jezyku, ktorego wrecz nie cierpie.
    Ciesze sie tym bardziej, ze wszystko sie wyklarowalo!

    • Aneta Nott-Bower

      Witaj Hieno! Super, że zajrzałaś. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że u Pynia niechęć do angielskiego wywołana była przez niechęć do świata zewnętrznego, z którym sobie ten język kojarzył. On wtedy po prostu chciał zawsze być z mamusią i często mi to mówił. Nie ukrywam, że było mi wtedy ciężko, gdyż nie mogłam mieć ani chwili dla siebie, ale jednocześnie rozumiałam, że tak ogromne przywiązanie do matki występuje też u innych dzieci i postanowiłam przeczekać. Aktualnie Pynio wciąż często lgnie do mnie, ale jest też coraz więcej chwil, gdy świadomie rezygnuje z mojego towarzystwa na rzecz zabawy z tatą, dziadkami, czy kolegami. Aż mi dziwnie wtedy, ale cieszę się, że się usamodzielnia 🙂 Chciałam pokazać tym postem, że jest tyle różnych ścieżek rozwoju ile dzieci na tym świecie i że nawet jak są różne problemy, to zwykle wszystko się po jakimś czasie klaruje. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • AleksandraR

    przeczytałam! u nas jest trochę podobnie i też mam problem z odklejeniem od siebie Kamyczka każdego ranka w przedszkolu… 🙁

    a czy jak u Pynia wybuchł angielski to polski ucierpiał czy nie?

  • Jadwiga

    Ja jestem jeszcze “przed ” wszystkim. Moj czterolatek zacznie edukację we wrześniu. Jego postawa językowa jest podobna jak u Pynia. Chętniej mowi polsku, na placu zabaw rownież chętniej podchodzi do dzieci polskojęzycznych. W przedszkolu zwykle bawi sie z dziećmi polskojęzycznymi. Dodam, ze tez szuka tych dzieci, kiedy wchodzi do sali przedszkolnej. I często, pomimo, iż do przedszkola uczęszcza od 6miesiaca, zna panie, rozkład zajec, to płacze, kiedy nie ma w danym dniu jego polskich kolegów.
    Kiedy mowię w domu po angielsku, mowi ” w domu nie mówimy tak”. Czekam września, jak to bedzie? Szkoła codziennie, wsztstko po angielsku, jak sie odnajdzie w tej sytuacji?

    • Aneta Nott-Bower Post author

      Myślę, że na pewno nie będzie łatwo, ale ten trudny okres z pewnością minie. Nie ma potrzeby mówić do synka po angielsku, to jeszcze bardziej skomplikuje sytuację. Można jednak wspólnie uczyć się piosenek i rymowanek Nursery Rhymes z pomocą Youtube. Można tez podczas spotkań w szkole, które zwykle odbywają się w lipcu, poszukać synkowi kolegi i przez okres wakacji przynajmniej raz się spotkać. Wtedy początek roku szkolnego nie będzie już taki straszny. Trzymam kciuki!

  • Agnieszka

    Witam serdecznie, miałam dokładnie to samo z moja córką, jak zaczeka przedszkole to przez dobre kilka miesięcy w przedszkolu sie wyłączyła i nic nie mówiła nawet do pani przedszkolanki Polki. Po dzień dzisiejszy woli język Polski.

  • Jola

    Podobnie z moja corka. Lila zawsze wolala mowic po polsku, jezdzic do Polski na wakacje, robic zakupy w polskim sklepie, ogladac bajki po polsku. Mimo, ze od urodzenia miala stycznosc z jezykiem angielskim, zawsze preferowala polski. We wrzesniu tego roku poszla do angielskiej szkoly, jako czterolatka. Na poczatku lzy i niechec. Z czasem coraz lepiej, gdy coraz bardziej sie oswajala z nowymi ludzmi. Od niedawna pojawily sie jej komentarze, ze wolalaby mowic tylko po angielsku. Ja ja przekonuje, ze polski jest jej potrzebny i na jakis czas to wystarcza. Boje sie jednak przyszlosci, bo jesli moja corka, tak bardzo “polska” na poczatku, zaczyna miec angielskie preferencje, to czy uda mi sie utrzymac u niej ten polski?

    • Aneta Nott-Bower Post author

      To, że angielski zaczął dominować, to zupełnie naturalne. Tak samo stało się u mojego Pynia. Zdecydowana niechęć do języka angielskiego przerodziła się w zdecydowaną preferencję, choć na razie bez uszczerbku na języku polskim. Pozostaje nam tylko zachęcać i uatrakcyjniać kontakt z polszczyzną, a nadzieja jest, że przetrwa 🙂 Po moich wywiadach z dwujęzycznymi młodymi ludźmi, którzy utrzymali swoją dwujęzyczność pomimo naporu języka angielskiego, wierzę, że tak będzie też z moimi dziećmi. Zachęcam do lektury: http://bilingualhouse.com/tag/wywiad/