Dwujęzyczne wychowanie na luzie?

DSC06353

Pamiętacie mój artykuł Rozważne planowanie, świadome wybory, konsekwencja, monitoring i elastyczność – niezbędne elementy skutecznego dwujęzycznego wychowania? Przedstawiam tam dwujęzyczne wychowanie jako świadomy proces podejmowany przez rodziców w celu wykształcenia pełnej dwujęzyczności i dwukulturowości u dziecka, a zarazem uzyskania u niego intelektualnych korzyści, które owocują sukcesami w szkole i życiu zawodowym. Świadomy proces, czyli nic nie może być pozostawione przypadkowi. Czy tak jest w istocie? Czy rodzic dziecka dwujęzycznego może organizować skuteczne dwujęzyczne wychowanie w wyluzowany i nieplanowany sposób, choćby tylko przez wakacje?

Sprawdziłam to na własnej skórze, a raczej na skórze mojej dwujęzycznej dwójki. Jak wiecie, na co dzień wychowanie dwujęzyczne przebiega u nas według dość ścisłych reguł: mama po polsku, tata po angielsku, społeczność lokalna głównie po angielsku. Zasadą w naszym codziennym życiu jest też promowanie języka polskiego w mediach (TV, radio, komputer) i wspomaganie go na każdym kroku z racji przytłaczającej obecności języka angielskiego. Zasada ta zwykle obowiązywała w ciągu roku szkolnego, kiedy dzieci spędzają większość dnia w szkole otoczone językiem angielskim, a na czas wakacji, kiedy więcej czasu spędzamy rozmawiając po polsku z mamą i wyjeżdżając do Polski wprowadzaliśmy zasadę odwrotną, która promowała język angielski. Pilnowanie przestrzegania tego typu zasad dotyczących używania języka w domu bywa w codziennym życiu zwyczajnie męczące. Rodzic musi dopilnować tysiąca innych spraw dziennie, a jeżeli jest rodzicem w rodzinie dwujęzycznej, to jeszcze musi dbać o to, jakim językiem, gdzie i kiedy otacza się jego dziecko. No właśnie, czy musi?

Przez ubiegłe wakacje (raptem 6 tygodni) całkowicie eksperymentalnie popłynęliśmy z prądem dwujęzycznego życia. Nie stosowałam żadnych zabiegów, aby umocnić kulejący język. Nie prowadziłam żadnych zabaw językowych. Każdy mówił, jak chciał, czytał, co chciał, oglądał, co chciał i robił, co chciał. Pełny luz!

Zasada używania określonego języka do określonych osób okazała się najsilniej zakorzeniona w naszej rodzinie. Nikt zatem nie próbował mówić do mnie po angielsku 🙂 Ale atmosfera luzu musiała się chyba trochę wszystkim udzielić, bo zaczęło się pojawiać wiele wypowiedzi mieszanych, szczególnie pomiędzy dziećmi. Dzieci obrały między sobą jako preferowany język polski ze sporą liczbą angielskich wtrąceń. Przy wolnym wyborze bajek i muzyki, wybierały polskie. Mój mąż (Anglik) zaś coraz częściej stosował elementy języka polskiego w swoich wypowiedziach.

Ogólnie zatem w tym okresie w połączeniu z pobytem w Polsce, w naszym domu naturalnie zaczął dominować język polski, ale często nie miał on czystej formy poprzez częste mieszanie (code-switching). Coś na kształt wychowania dwujęzycznego opisywanego przez Annę Weiss.

A jaki obserwuję wpływ tego eksperymentu na dwujęzyczny rozwój Talkusi i Pynia? Powiem w skrócie: różny.

  1. Talkusia, będąc już blisko swoich dziesiątych urodzin dojrzała do takiego luzu i wydaje mi się, że jej on służy. Jej mocno ugruntowany język angielski wcale nie ucierpiał, zaś słownictwo i wymowa polska zyskały wiele. Ponadto nauczyła się większej elastyczności w operowaniu językiem i świadomości, że różne języki mogą służyć do różnych celów.
  2. Pynio natomiast z racji swoich sześciu lat, bardziej korzysta z uregulowanej gospodarki językowej w rodzinie. Owszem przez wakacje mocno podbudował swój język polski i nawet wyćwiczył głoskę r, ale jego język angielski przez ten czas zdążył już nieco osłabnąć, szczególnie pod względem gramatyki. Potwierdziła się zatem zasada, że im młodsze dziecko, tym szybciej się uczy, ale równie szybko zapomina.

Po lekturze posta Obsesja powiecie, że powinnam się cieszyć, że język polski zaczął tak bardzo dominować w naszej rodzinie. Ale nie cieszę się, bo moim celem nie jest konkurowanie z językiem angielskim, tylko dążenie do uzyskania równowagi i harmonii pomiędzy naszymi językami.

Podsumowując zatem moje powakacyjne rozważania dotyczące starannie planowanego dwujęzycznego wychowania versus stylu wyluzowanego, kiedy użycie każdego języka jest spontaniczne, podtrzymuję wszystkie moje zalecenia zawarte w artykule Rozważne planowanie, świadome wybory, konsekwencja, monitoring i elastyczność – niezbędne elementy skutecznego dwujęzycznego wychowania. Dwujęzyczne wychowanie dzieci młodszych powinno być świadomie kierowane przez rodziców z dbałością o równomierny i harmonijny rozwój obu języków. Aczkolwiek, w chwili, gdy oba języki są u dziecka solidnie ugruntowane, możemy pozwolić sobie na trochę luzu i to nie tylko w wakacje.

Jeżeli zatem, Drodzy Rodzice, czujecie się czasem zmęczeni ciągłym monitorowaniem sytuacji językowej w Waszej rodzinie i wspomaganiem rozwoju obu języków Waszego dziecka, pamiętajcie, że przyjdzie czas, gdy będziecie mogli się jako rodzina językowo wyluzować i cieszyć się owocami Waszej ciężkiej pracy.

A Wy za jakim stylem dwujęzycznego wychowania się opowiadacie?

5 thoughts on “Dwujęzyczne wychowanie na luzie?”

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies. Dowiedz się więcej.