Aneta Nott-Bower

Dwujęzyczne dziecko po wakacjach


 

Już prawie koniec wakacji. Z jednej strony smutno, a z drugiej nie, bo miło tu wracać 🙂

 

Właśnie całą rodziną wróciliśmy z Polski. 

 

Uwielbiam pierwszy moment po wyjściu z samolotu, kiedy uderza mnie upajający zapach lasu w Polsce (szczególnie intensywny na lotnisku Balice) i orzeźwiający zapach morza w Anglii (jest to jakby nie było wyspa). Zapachy te są najbardziej intensywne latem, ale niestety nie czuję ich długo. Mam ochotę delektować się nimi jak najwytworniejszymi perfumami, ale już po kilku minutach moje zmysły przyzwyczajają się do nich i powietrze zaczyna pachnieć neutralnie. 

 

Wnikliwie obserwuję Polskę przy każdej wizycie i z ogromną ciekawością zauważam zachodzące tam zmiany. Oczywiście cieszy mnie poprawa stanu dróg i coraz większa cyfryzacja kraju. Z drugiej strony miażdżąca westernizacja polskiej kultury i stylu życia napełnia mnie nostalgią za dawnymi czasami, kiedy warzywa i owoce kupowało się na targu w sezonie, a nie w supermarkecie przez okrągły rok. Kiedyś dzieci były szczupłe dzięki całodziennemu kręceniu się na trzepaku i życiu na kwaśnym mleku z ziemniakami, a nie wyraźnie otyłe przez siedzący tryb życia i czipsowe tv paki. 

 

Ale nie chcę koncentrować się tu na negatywach. Zamiast tego przytoczę bardzo pozytywne spostrzeżenia moich dzieci, które polską rzeczywistość widzą jeszcze wyraźniej ode mnie i zawsze komentują ją szczerze aż do bólu.

 

Wracamy do domu. W drodze na lotnisko w Krakowie zatrzymujemy się na stacji benzynowej i Talkusia ni stąd ni zowąd rzuca mimochodem: W Polsce wszyscy są bardzo mili.

Ja: Co masz na myśli?

Talkusia: Po prostu są i już.

Ja (w myślach): Czyżby polska obsługa klienta w końcu stała się bardziej ludzka? Czyżby Polak zaczął się w końcu uśmiechać do Polaka?

 

Odbyliśmy krótki wypad do Katowic, gdzie wszyscy przyjmowali nas nadzwyczaj miło i gościnnie. Z czystej życzliwości, wiedząc, że przybyliśmy z Anglii, wiele osób próbowało powiedzieć do nas choć kilka słów po angielsku. Inni z kolei z uwagi na obecność mojego męża, który jest Anglikiem, proponowali, aby cała rozmowa odbywała się po angielsku, żeby mąż nie poczuł się z niej wyłączony. Później zwykle jego dobra znajomość polszczyzny wychodziła na jaw i wszyscy stopniowo przełączaliśmy się na polski. A Talkusia i Pynio wszystko bacznie cały czas obserwują… Dzieci dwujęzyczne z uwagi na podwyższoną świadomość metajęzykową, czyli zdolność do myślenia o i analizowania natury i funkcji systemu językowego są szczególnie na wyżej opisane przełączenia kodów wyczulone. A co dopiero dzieci logopedy, którym słowo “dwujęzyczność” wciąż obija się o uszy 😉

Po powrocie ze Śląska Pynio z prostotą właściwą każdemu pięciolatkowi: W Katowicach wszyscy są dwujęzyczni.

Ja: A dlaczego?

Pynio pogrążony w zadumie, całkowicie ignorując moje pytanie: Nie, są trójjęzyczni, bo po polsku też inaczej mówią.

Ja (w myślach): Geniusz!

 

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *