Co się stanie, jak zacznę mamie odpowiadać po angielsku? Bunt językowy u dzieci dwujęzycznych 14


WP_20140309_002

Pamiętacie post o otwartym proteście Talkusi przeciwko mówieniu przy innych po polsku? Na szczęście od tego czasu to się nie powtórzyło, ale właśnie pojawił się pewien problem z Pyniem.

Ostatnio mój przekorny synek zaczął niby żartem odpowiadać mi po angielsku 🙁 Mimo, że wiem, że to są świadome prowokacje z jego strony i po jednym angielskim słowie chcąc nie chcąc znów przełącza się na polski, to i tak mnie to martwi. Na razie udaję, że nic się nie stało, bo wiem, że jakakolwiek (także negatywna) reakcja z mojej strony tylko wzmocniłaby te zachowania. Zdarzyło się Wam coś takiego?

Może to być wpływ obserwacji kilkorga dzieci w Polskiej szkole, które rozmawiają po angielsku, pomimo iż rozumieją język polski. Dialog typu pytanie po polsku odpowiedź po angielsku widocznie wydał się się Pyniowi fascynujący. Wiem, że jest to działanie celowe, gdyż w mojej obecności Pynio na pewno myśli po polsku.

Podczas bezpłatnych konsultacji z okazji Europejskiego Dnia logopedy spotkałam się z problemem odrzucenia języka polskiego przez zaledwie sześcioletnie dziecko. Tego typu zachowań normalnie spodziewamy się dopiero w wieku dojrzewania. Polecam cykl o dwujęzycznych nastolatkach, w którym szerzej omawiam kwestię podtrzymania dwujęzyczności u dzieci starszych. U wspomnianego sześciolatka niechęć do języka polskiego była tak silna, że doprowadzała aż do unikania kontaktów z matką, która niezmiernie się starała przekonać synka do swojej mowy ojczystej. Moja rada to w takiej sytuacji zmniejszyć presję wywieraną na dziecko. Dać mu czas, jednocześnie nie zaprzestając mówienia do niego po polsku. Przy ewentualnych protestach powiedzieć, że ja jestem Polką i mówię w moim ojczystym języku, a Ty zacznij odpowiadać mi po polsku, jak będziesz gotowy. Z drugiej strony należy pamiętać, że są takie dzieci i takie sytuacje, które dobrze reagują na jasne zasady dotyczące mówienia po polsku, których po prostu należy przestrzegać i już.

Rodzic sam powinien zdecydować

  1. czy lepiej na dziecko podziała konsekwentne i twarde przestrzeganie zasady W NASZYM DOMU MÓWIMY PO POLSKU lub DO MAMY/TATY MÓWIMY PO POLSKU
  2. czy lepiej w sytuacji silnej negacji języka nieco odpuścić, zignorować niepożądane zachowania językowe i przeczekać samemu nie zaprzestając mówienia po polsku.

Z wyżej wymienionych strategii radzenia sobie z buntem językowym dla mojej córki, której uporządkowany charakter ukierunkowany jest na przestrzeganie zasad i trzymanie się w wyznaczonych granicach, wybieram tę pierwszą, co jak na razie skutkuje bardzo dobrze. Natomiast na przekornego i poszukującego za wszelką cenę mojej uwagi syna zdecydowanie lepiej zadziała strategia numer dwa. Liczę na stopniowe wyciszenie u Pynia niepożadanych zachowań, czyli odpowiadania mi po angielsku, o czym będę tu na bieżąco informować 🙂

A Wy spotkaliście się już z buntem językowym?


Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

14 thoughts on “Co się stanie, jak zacznę mamie odpowiadać po angielsku? Bunt językowy u dzieci dwujęzycznych

  • Kasia

    Z buntem nie, natomiast moja trzyletnia córka po polsku w zasadzie w ogóle nie mowi – okazuje sie, ze polski tylko od mamy nie wystarcza, szczególnie przy chodzeniu do przedszkola na pełen etat. Licze na poprawę w zwiazku z moim urlopem macierzynskim i zmniejszeniem wymiaru godzin w przedszkolu.
    Na lekka presję z mojej strony, zeby do mamy mówić tylko po polsku reaguje różnie – raz sie bardzo stara, raz sie obraza i mowi, ze nie bedzie ze mna rozmawiać.
    Za długo wierzyłam, ze mówienie do niej po polsku wystarczy.

    • Dorota

      Kasiu, trzymaj się i nie poddawaj! Nie znam Twojej sytuacji, ale myślę, że warto poszukać wsparcia innych osób mówiących po polsku, żeby Twoja malutka zobaczyła, że ten język służy też innym ludziom do porozumiewania się ( i że może też JEJ do tego się przydać). Przeczytałam ostatnio, że bardzo małe dzieci mogą traktować język jako osobową cechę danego człowieka, taką jak np. kolor oczu 😉 Dobrze byłoby, żeby Twoja córeczka przekonała się, że normalnie ludzie porozumiewają się po polsku, że nie jest to tylko sekretny kod mamy. Język musi rozwijać się w grupie, w jakimś szerszym środowisku. Masz więc pewnie rację, że sama mama nie pociągnie tego wózka – zresztą nie ma co nakładać na siebie takiego ciężaru. Z drugiej strony, jak zaczniesz spędzać z nią więcej czasu, to na pewno jej polski na tym zyska. Moja córeczka (3,5) po tygodniu ferii ze mną w domu zrobiła naprawdę widoczne postępy. Trzymam kciuki!

      A co do “językowego buntu”, to jeszcze nie miałam przyjemności go doświadczyć – wszystko przed nami!

      • Aneta Nott-Bower Post author

        Doroto, dziękuję w imieniu wszystkich zaglądających to rodziców za Twój bardzo pozytywny komentarz. Stwierdzenie, że małe dzieci postrzegają język jako cechę osobowa człowieka jest niezwykle interesujące. Wydaje mi się, ze u mojej dwójki własnie tak było 🙂

    • Aneta Nott-Bower Post author

      Kasiu, bardzo dobrze zrobiłaś rezygnując z przedszkola na pełen etat. Taka jest niestety prawda, że dzieci pracujących mam mają mniejsze szanse na dwujęzyczność, chyba że chodzą do dwujęzycznego przedszkola lub mają zagraniczną nianię. Głowa do góry, większa liczba godzin spędzanych w języku polskim na pewno pomoże, a i Was na pewno zbliży 🙂
      Powodzenia

  • Annie Weiss

    Ja tak robilam i nigdy mi nie przeszlo. Ale z trzema jezykami w domu bylo duze przyzwolenie na code-mixing. Mowilam przewaznie po angielsku wtracajac w zdania slowa z pozostalych dwoch jezykow odpowiednio do rodzica. Metoda byla tak ze oni refrazowali to co mowilam w pelni poprawna fraza w pelni w “swoim” jezyku – wiec nie bylo opcji zapomnienia slowka z mojej strony przez nieuzywanie i odpowiadali rowniez w “swoim” jezyku. Na co ja znowu w pomieszanym itd
    Opcja 1 nie dzialala, jako introwertyk przymuszona do mowienia w dany sposob przestawalam sie komunikowac. (“bo nie”).

    Dzieci z najblizszej rodziny, nie przejawiaja na razie buntu jezykowego poniewaz oba ich jezyki sa o w miare rownym prestizu (angielski i nasz drugi wspolny jezyk). Rowniez wzorzec dwujezycznosci jest duzo naturalniejszy, poniewaz cala dzielnica (jesli nie miasto) jest pelna imigrantow i praktycznie kazdy mowi jeszcze “po jakiemus”. 🙂 Nie wyprowadzamy ich na razie z tego wrazenia naturalnosci i buntu nie ma… 😛

    • Aneta Nott-Bower Post author

      Dziękuję za ten krzepiący dla nas rodziców komentarz, Annie 🙂 Wnioskuję zatem, że jeżeli będziemy uparcie parafrazować (nie poprawiać!) wypowiedzi naszych dzieci, to podtrzymamy ich dwujęzyczność na przekór buntom? SUPER!

  • niedziwinic

    Moim zdaniem zasada nr 1. Oczywiscie to zalezy od dziecka, ale niestety jezyk nieuzywany zanika. I nie ma co sie oszukiwac. Na pewno bedzie rozumialo ale nie bedzie potrafilo sie komunikowac. Pojscie do szkoly jeszcze to poglebi. A jesli jeszcze bedzie mialo rodzenstwo, ktore tez chodzi do szkoly, to pozamiatane..

    • Aneta Nott-Bower Post author

      To prawda, ze zasadniczość popłaca u wielu dzieci, jak na przykład moja córka. Co ciekawe, pomimo, że oboje z bratem chodzą do szkoły angielskiej, to w domu raczej rozmawiają po polsku, a już moja głowa w tym, żeby to trwało jak najdłużej. Wszytko w rękach rodziców 🙂

  • Loretta

    Witaj Aneto,
    bardzo Ci dziękuję za Twój blog bardzo profesjonalnie i zarazem uczuciowo prowadzony. Jestem Włoszką i wychowuje swoją trójkę dzieci (7, 4 i 1,5 roku) dwujęzycznie w Polsce z męzem Polakiem. Muszę Ci powiedzieć, że najgorzej mialam i mam ze starszą córką, która od małego wybrała łatwiejszy wyraz w wypowiedziach i mieszała języki do 5 r. ż. Regularnie zdarzyło się, iż po dłuższym pobycie u dziadków, córka próbowała mówić do mnie po polsku – jeżeli byliśmy u rodziców męza, i do męza po włosku jeżeli byliśmy u moich rodziców, ale to szybko minęło. Ja zawsze udawałam, że nie rozumiałam lub jej mówiłam wprost “nie rozumiem”, tak samo mąż, lub teściowa, jeśli córka zwróciła sie do niej po włosku i to działało. Syn natomiast nigdy nie zwrócił sie do mnie po polsku ani do męza po włosku, stwarza neologizmy, bawi się słowamy i dżwiękami, ale jak się uspokaja mówi prawidłowo, długimi wypowiedziami i z bogatym słownictwem. Ostatnia, córeczka dopiero się uczy, ale już się wyraża odpowiednio do osoby w obu językach. U nas stosujemy strategia OPOL. Jak córka zaczęła we wrzęsniu chodzić do I klasy i z trudem uczyła się czytać i pisać, ja od razu w domu zrobiłam to samo w języku włoskim i tu zaczęly się schody. Być może szkoła ją męczyła i mój błąd było, że nie uczyłam ją czytania i pisania w języku mniejszościowym zanim poszła do szkoły, ale zaczęła mi odmówić pisania w języku włoskim. Co do czytania, wolała, zebym ja czytała i ona powtarzała po mnie. Problem było z wymową “c” i “g”, które mają rózne dżwięki już w języku włoskim…kiedy np. po polsku spotkała słowo “co” zastanawiała się czy czytać “Ko, cio czy co”. Ku twojej sugestij jej podpowiadałam, żeby czytała jak jest po polsku lub po włosku i powoli zrozumiała. Przełomowy moment była jednak wyzyta babci (teściowej) na ferie żymowe u nas. Teściowa jest polonistką i martwiła się ubogim słownictwem córki w języku polskim i miała wątpliwości co do dwujęzycznego wychowania. Nieraz miałyśmy tarcia, ponieważ zaznaczyła, iż córka mówi mało, nie gramatycznie i skrótami myślowymi, a i oczywiście o wiele więcej po włosku! Tłumaczyłam jej dlaczego dzieci wychowujemy w ten sposób, że nie ma przeszkód, a wręcz przeciwnie dużo korzyści. Zrozumiała i zaczęła mnie mocno wspierać w to. Zaskoczyła mnie, wtedy, kiedy po kolejnej odmowie córki na “lekcje” pisania po włosku, proponowała, że też się dołączy, bo chce się uczyć języka, aby porozmawiać swobodnie z moimi rodzicami. Efekt był rewelacjiny: córka z radością zaczęła codziennie uczęstniczyć na “zajęciach” i mało tego, uczyć babcię, zadając jej zadania domowe, słowa do pisania i zapamiętywania na następny dzień, przedstawiając babci poprzędnie lekcje z książki i wyszło z niej taka gadatliwa nauczycielka, że hej! Teraz córka czyta w obu językach z przyjemnością, chociaż jeszcze powoli i nawet jak czasami nie chce zrobić coś po włosku, wieczorem z przerażeniem mi mówi: oj mamo, zapomniałyśmy zrobić włoski! Kolejna motywacja dla niej stanowi czytanie ksiązeczek młodszej siostrzyczce i śpiewanie włoskich piosenek! Chciałam się podzielić moim doświadczeniem, żeby zachęcać innych rodziców, którzy spotkali się z odmową dziecka do języka mniejszościowego do poszukiwania żródła nowej motywacji dla dziecka u dziadków, w najbliższym otoczeniu dziecka, wśród innych dzieci dwujęzycznych, na blogach, wszędzie tam, gdzie mozna, żeby się nie poddać, ponieważ dwujęzyczność to największy dar, który możemy dać dzieciom i warto, chociaż łatwo nie jest! Pozdrawiam Cie i wszystkich czytelników bardzo serdecznie. Loretta

    • Aneta Nott-Bower Post author

      Loretto, dziękuję Ci serdecznie za wszystkie ciepłe słowa oraz za Waszą cudowną historię. Koniecznie podzielę się nią, gdyż może natchnąć wielu rodziców i pomoże im zrozumieć, jak bardzo warto dbać o rozwój języka mniejszościowego. Dla Polaków żyjących poza Polską bardzo ciekawe w Waszej historii będzie też to, że macie sytuację zupełnie odwrotną do naszej. Język polski to dla Was język większościowy, a u nas jako mniejszościowy, tak często bywa odrzucany.
      Jeszcze raz, wielkie dzięki za Twoją wypowiedź i tak trzymać 🙂
      Pozdrawiam
      Aneta

  • AGNIESZKA

    Pani Aneto,jestem mamą dwójki dzieci w wieku 3 lat.Mieszkamy we Włoszech(ojciec jest Włochem).Niestety muszę się przyznać,że do tej pory nie byłam bardzo konsekwentna w stosowaniu metody OPOL i niestety moje dzieci nie są dwujezyczne.Chciałam zapytać Panią jako eksperta czy dzieci 3 letnie maja jeszcze szansę na płynne przyswojenie sobie języka polskiego czy też najlepszy okres mamy już za sobą.?

    • Aneta Nott-Bower Post author

      Pani Agnieszko,

      Oczywiście, najlepiej rozpocząć wychowanie dwujęzyczne jak najwcześniej, ale to nie znaczy, że nie można stać się osobą w pełni dwujęzyczną w późniejszym wieku. Trzylatek jest jeszcze bardzo chłonny na język i przy zachowaniu żelaznej konsekwencji ma Pani duże szanse na sukces. Polecam post na ten temat: http://bilingualhouse.com/jeszcze-nie-jest-za-pozno-powrot-do-drugiego-jezyka/

      Pozdrawiam serdecznie,
      Aneta

    • Dorota

      Rozmawiałam wczoraj z kolegą, który jest idealnie (naprawdę idealnie) dwujęzyczny. Wychowywał się w Niemczech, mama Polka mówiła w domu tylko po niemiecku (!). Polskiego używał wyłącznie w Polsce, odwiedzając dziadków i rodzinę – nie tak znowu często, ale regularnie przez całe dzieciństwo i młodość. Pierwszą książkę po polsku przeczytał w wieku 15 lat. Na studia poszedł w Polsce. Do swoich dwujęzycznych dzieci mówi tylko po niemiecku (nie mieszka w N).

      Jest to na pewno osoba o wybitnym talencie do języków, ale jego przykład pokazuje wyraźnie, że naprawdę wszystko jest możliwe.

      Jego rada dla rodziców: wyluzować, pozbyć się kompleksów, stworzyć dzieciom dobre, naturalne, konsekwentne warunki i dać im święty spokój, niech cieszą się językiem, to ma być frajda, zabawa. I dla nich i dla nas 🙂