“A jak Alexander, A jak Autyzm” – dwujęzyczność a autyzm

“Dwujęzyczność a autyzm” to temat niezwykle interesujący nie tylko dla logopedy. Jak tę zależność przedstawia literatura logopedyczna opisywałam już w filmowym poście konferencyjnym. Dziś nieco praktyki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam historię nadesłaną przez jedną z czytelniczek Bilingual House – panią Ewę, która jest dziennikarką i matką dwojga dorastających w dwujęzyczności dzieci. Dziś część pierwsza opowieści, w której pani Ewa relacjonuje dwujęzyczną historię swojego syna Alexandra, u którego zdiagnozowano spektrum autyzmu (AS).

SONY DSC
Wraz z mężem wyemigrowałam z Polski do Stanów Zjednoczonych ćwierć wieku temu. Tam, oboje skończyliśmy studia, a po kilku latach jako pracownicy dyplomatyczni przeprowadziliśmy się do Niemiec, gdzie mieszkamy do dziś. Baza Amerykańska poza kontynentem, to takie państwo w państwie, a my mamy ten przywilej, że jesteśmy, istniejemy jakby w dwóch światach na raz; jednocześnie poznajemy obyczaje, zwyczaje, kultury i otoczeni jesteśmy przez dwa obce języki.

Zastanawiając się czy uczyć dzieci języka ojczystego, warto też wspomnieć o dzieciach z cechami ze spektrum autystycznego (AS, HFA, ADHD, OCD, PDD i RAD), które charakteryzują się znacznymi zaburzeniami interakcji społecznych i komunikacji. Dzieci te mimo że, nie do końca prawidłowo się rozwijają, uważane są za bardzo inteligentne i są w stanie nauczyć się różnych rzeczy, należy być jedynie wytrwałym i konsekwentnym w swoim postępowaniu wobec nich. Niektórzy rodzice nie zdają sobie z tego sprawy i nie uczą dziecka swojego ojczystego języka, w obawie, że nie poradzi sobie ono w żadnym języku i będzie jeszcze bardziej pokrzywdzone przez los. Ale tak nie jest, wiem to z doświadczenia. Dzieci ze spectrum autystycznym, tak samo jak dzieci prawidłowo rozwijające się, mają taką samą, wrodzoną zdolność do nauki więcej niż jednego języka. Być może uczą się wolniej, inaczej, ale w rezultacie potrafią biegle władać oboma językami.

źródło: Polonia Całego Świata

Historia dwujęzyczności zaczęła się w naszym domu blisko 20 lat temu, wtedy przyszedł na świat – 9 tygodni wcześniej – nas synek, Alexander. Jako, że był wcześniakiem od samego początku, czyli od momentu kiedy w końcu wrócił do domu, był pod czujną opieką amerykańskich lekarzy i terapeutów. Na całe szczęście, jak to często bywa z wcześniakami, on nie miał problemów ze wzrokiem, czy słuchem, miał natomiast słabe, niewyrobione mięśnie. Terapeuci skupili się więc na ćwiczeniach jego mięśni nóżek, rączek i brzuszka. Przychodzili do domu kilka razy w tygodniu i tak było przez 3 lata, do momentu pójścia synka do amerykańskiego przedszkola. W jego (niewielkiej) grupie przedszkolnej były jedynie dzieci, które z jakiegoś powodu nie rozwijały się prawidłowo. Co drugi dzień do przedszkola przychodziła pani logopeda, bo praktycznie wszystkie dzieci albo miały wady wymowy, albo jeszcze nie mówiły bądź bardzo słabo mówiły, tak jak w przypadku synka. Podczas wizyty pani logopedy dzieci siadały w półkolu na swoich krzesełkach, pani po środku i … czytała im bajeczki, a potem prosiła, aby dzieci wskazywały na różne elementy znajdujące się na obrazku, pytając ich np. „gdzie jest pies”, „a gdzie jest drzewo”, „co jest koloru niebieskiego”? itd. Innym razem, prosiła aby dzieci powtarzały słowa z bajeczki, np. „mama”, „dom”, „auto”. Do kanonu zajęć proponowanych przez panią logopedę wchodziło też śpiewanie piosnek i zabawa muzyczna.

Po kilku miesiącach odbyliśmy z nią rozmowę. Pani logopeda powiedziała nam wtedy, że synek mówi tak słabo (w obydwu językach, po polsku też), i w zasadzie prawie w ogóle jeszcze się nie rozwinął w tym zakresie, bo w domu posługujemy się wyłącznie językiem polskim. Dodała, że nie zacznie on dobrze, poprawnie mówić (miała na myśli angielski) dopóty, dopóki nie przestaniemy mówić do niego po polsku.
A co my na to? Ani przez chwilę nie przeszło nam przez myśl, aby zwracać się do dziecka w innym języku niż nasz ojczysty, no ale skoro profesjonalistka tak mówi, a my jesteśmy młodymi, niedoświadczonym rodzicami (ona powinna lepiej wiedzieć), z dala od rodziny, która mogłaby nas wesprzeć…, może warto to rozważyć? Zdecydowaliśmy się jednak nie wdrażać pomysłu pani logopedy i nadal mówiliśmy do synka po polsku.

W wieku 4.5 lat nasz przedszkolak miał pierwszą wizytę u dentysty. Ząbki były w jak najlepszym porządku, ale dentystę zaniepokoiło coś innego, dostrzegł wielki polip wielkości śliwki mirabelki. Dentysta od razu wypisał nam skierowanie do laryngologa. Wizytę u niego mieliśmy w piątek, a już w poniedziałek Alexander był po zabiegu wycięcia polipa. Doświadczony laryngolog powiedział, że w swojej 30-to paro letniej karierze nie widział tak dużego polipa u tak małego dziecka i dlatego nakazał momentalnie go usunąć. Synek wrócił do przedszkola, a wszyscy od razu zauważyli, że lepiej, wyraźniej mówi.

Niedługo po tym czasie wszystkie dzieci, które miały rozpocząć naukę w zerówce przechodziły obowiązkowe badania lekarskie. Wtedy zdiagnozowano u synka wysoko funkcjonujący autyzm (HFA, obecnie przyjęło się mówić AS – autyzm spectrum). Pomimo tej nowej etykiety Alexander i tak rozpoczął nowy rozdział swojej edukacji. Na całe szczęście, przedszkola i szkoły amerykańskie są integracyjne, co bardzo sprzyja prawidłowemu rozwojowi dziecka specjalnej troski. Ponad to, należy dodać, że większość nauczycieli jest dobrze przygotowana do pracy z takimi dziećmi, a inni uczniowie nadzwyczaj tolerancyjni i zawsze pomocni. Syn nigdy nie był, ani nigdy nie czuł się izolowany, ani poniżany, czy to ze względu na swoje pochodzenie, inne, czasem dziwne zachowanie, lub niewyraźne mówienie. Wręcz przeciwnie, ponieważ był dowcipny, miał ogromne poczucie humoru i bardzo dobrze się uczył był lubiany, z tym, że pozostał samotnikiem, jak to już u autystów bywa.

Nam jednak cały czas nie dawała spokoju sprawa jego (wy)mowy, często niezrozumiałej i niewyraźnej. W tym czasie dostaliśmy kontakt do lokalnej pani logopedy polskiego pochodzenia. Już na pierwszym spotkaniu powiedziała nam, że nic dziwnego, że Alexander niewyraźnie mówi, skoro jego mięśnie warg, języka i policzków nie pracują tak jak należy. Hm.. Jaki kontrast między logopedą z przedszkola, która widywała syna kilka razy w tygodniu przez dwa lata, a logopedą z Polski, która już po kilku chwilach nakreśliła nam w czym jest problem. Powiedziała nam, że proces będzie długi, ale syn może wyraźniej mówić, z tym, że najpierw należy ćwiczyć mięśnie narządów mowy, zanim się przejedzie do ćwiczenia prawidłowej wymowy liter i wyrazów. Pani logopeda dwa razy w tygodniu widywała Alexandra u siebie w gabinecie, a ja codziennie, przez dobrych kilka lat robiłam z nim ćwiczenia w domu. Było dmuchanie balonika, piórka, dmuchanie w kulkę aby się toczyła po stole, robienie bąbelków słomką zanurzoną w wodzie, dotykanie językiem do nosa, lizanie się dokoła ust, nadymanie policzków i wiele innych.

Równolegle do tych wszystkich ćwiczeń w domu nadal rozmawialiśmy z synem tylko po polsku, a w szkole mówił tylko po angielsku. Mijały lata. Alexander rozwijał się bardzo dobrze, choć widoczne były u niego zachowania typowo autystyczne. W szkole też świetnie sobie dawał radę. W 6-ej klasie np. przerabiał materiał z matematyki obowiązujący w 8-klasie, a w, 7-ej, jednym z jego przedmiotów był intensywny język niemiecki (poziom high school, czyli klasa 9-12). Syn też się tu wyróżniał i zachwycał wszystkich swoją niesamowitą pamięcią, co oczywiście również było można zauważyć w jego nauce angielskiego. Języki nigdy mu się nie myliły i nie robił błędów ortograficznych. Podczas cotygodniowych kartkówek ze słówek (25 nowych słówek; pisownia i ich znaczenie) zawsze dostawał maksymalną ocenę. Dodatkowo, w domu sam nauczył się czytać i pisać po polsku.

Zapewne opanowaniu języków pomogła synowi nauka gry na pianinie. Mieliśmy to szczęście, że jeden z fakultetów męża jest właśnie z konserwatorium muzycznego, a pianino było jednym z instrumentów no i stało w domu. Alexander przez 6 lat, kilka razy w tygodniu miał lekcję pianina, a codziennie ćwiczył, sonaty, sonatiny, etiudy… Czytanie przez niego nut (pamięć) można przenieść na brak błędów ortograficznych. Syn jako autysta uczył się i przyjmował pewne rzeczy dokładnie takimi jakimi były. Jeśli pisownia danego słowa była taka, a nie inna, a dana nucie był podporządkowany taki, a nie inny dźwięk, to on tak to przyjmował i zapamiętywał. Inaczej nie mogło być.

Alexander1
Tylko raz, w karierze syna, spotkałam się z dezaprobatą ze strony nauczyciela, a dokładniej asystenta nauczyciela dzieci i młodzieży specjalnej troski. Mianowicie, ile razy odwiedzałam syna w szkole, lub ile razy uczestniczyłam w wycieczkach klasowych, zwracałam się do niego po polsku – bo to było dla mnie/ dla nas naturalne – tyle razy słyszeliśmy od pani asystentki, że tu jest szkoła i tu mówimy tylko po angielsku. Nadaremnie tłumaczyłam jej, że z synem od zawsze komunikuję się tylko po polsku i byłoby to dla niego dziwne, niekomfortowe i trudne do zrozumienia, dlaczego nagle zwracam się do niego po angielsku. Moje tłumaczenia były nieskuteczne i szkoda jedynie, że pani na co dzień pracująca z dziećmi specjalnej troski nie potrafiła tego zrozumieć.
Dziś Alexander jest już dorosły. Nadal płynnie posługuje się obydwoma językami.

Wspomnę jeszcze o amerykańskiej pani logopedzie. Ok 10 lat po odejściu Alexandra z przedszkola przyszedł nowy chłopiec, którego rodzice byli pochodzenia rosyjskiego i w domu mówili po rosyjsku. Ich syn również miał problemy z wymową, ale mniejsze niż nasz. Pani logopeda pracowała z nim w ten sam sposób co z dziećmi z rocznika Alexandra i wmawiała tą samą historię rodzicom chłopca, którą wmawiała nam. Dopóki oni (rodzice) będą mówić do dziecka po rosyjsku, on będzie źle/niewyraźnie mówił po angielsku. Mieliśmy okazję opowiedzieć tym tym młodym Rosjanom naszą historię, ale jak się skończyła ich, trudno mi powiedzieć, nie znam finału.

Dziękuję za poświęcony czas i za to, że mogłam się podzielić swoim doświadczeniem.

Ewa

Do wglądu: (http://www.poloniacalegoswiata.pl/PLonia-nieprzecietni-znani-nieszablonowi/Czy-warto-uczyc-dzieci-jezyka-ojczystego)

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

2 thoughts on ““A jak Alexander, A jak Autyzm” – dwujęzyczność a autyzm”

Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies. Dowiedz się więcej.